Ostatnie posty

Felgi to element samochodu mocno narażony na zabrudzenia – pył z klocków hamulcowych, pył drogowy i smoła tworzą w połączeniu z wysoką temperaturą brud dość trudny do usunięcia. Nie poradzimy sobie z nim bez dedykowanych środków do felg. Jeśli dbamy o felgi regularnie, ich domycie nie powinno stanowić większego problemu. Jednak jeśli nie widziały one dawno żadnych środków czyszczących, może to nam zająć więcej czasu. Czasem zdarza się, że brud tak wżarł się w powierzchnię lakieru na feldze, że usunięcie go stanowi prawdziwe wyzwanie.


Preparaty do mycia felg

Na rynku dostępny jest cały arsenał środków do mycia felg, wybór jest naprawdę szeroki, ale jest się w tym wszystkim odnaleźć? Prawda jest taka, że felgi możemy umyć na wiele różnych sposobów, przy użyciu różnej chemii, dlatego warto poznać jaki mamy w tej kwestii wybór.

Do najbardziej popularnych preparatów zaliczamy produkty typu krwawa felga, czyli deironizery. Barwią się one w trakcie działania na czerwono/fioletowo i charakterystycznie śmierdzą. Są to najczęściej (choć nie zawsze) preparaty o neutralnym PH, które rozpuszczają zabrudzenia pochodzenia metalicznego (m.in. pył z klocków hamulcowych). Używamy ich też przy dekontaminacji lakieru. Niektóre preparaty typu krwawa felga poza składnikiem rozpuszczającym cząstki metaliczne, zawierają także dodatkowe składniki myjące rozpuszczające zwykły brud. Stosujemy je na felgę po opłukaniu jej z luźnego brudu, aby mogły zadziałać na te najtrudniejsze zabrudzenia, a nie zwykły kurz i pył. Praktycznie każda marka detailingowa posiada swój deironizer.

Drugim popularnym środkiem do mycia felg są kwasy. Produkt o kwaśnym PH są z reguły zdecydowanie tańsze niż deironizery, często występują w koncentratach. Radzą sobie dobrze z wżartym brudem, często możemy za ich pomocą umyć felgi nawet bezdotykowo. Nie nadają się jednak na felgi zabezpieczone powłoką bądź sealantem, ponieważ usuną go albo mocno naruszą.

Trzecią, już trochę mniej popularną opcją, są produkty zasadowe. Nie ma ich aż tak wiele na rynku, ja znam raptem kilka, np. Tenzi En-Jee. Zaliczę do nich również zasadową pianę aktywna, którą również można domyć koła, a także mocniejsze stężenie APC. Są bezpieczniejsze niż produkty kwasowe, nie drażnią tak dróg oddechowych w trakcie stosowania, ale według mnie, nie radzą sobie tak dobrze z wżartym brudem. Jednak jeśli nie mamy mocno zaniedbanych felg powinny sobie poradzić.

Czwartym, często pomijanym produktem, jest szampon samochodowy o neutralnym PH. Regularnie pielęgnowane felgi spokojnie nim domyjemy i wystarczy, że raz na jakiś czas użyjemy mocniejszego preparatu, aby domyć trudniejszy brud. Szampon jest także niezastąpiony przy myciu kół zabezpieczonych powłoką bądź sealantem.



Podstawowe zasady i niezbędne akcesoria

Za każdym razem przed zastosowaniem preparatów na felgi warto zrobić pre wash, czyli bezdotykowe mycie wstępne. Dzięki temu preparaty do mycia felg będą mogły zadziałać na ten właściwy brud, a także nie będziemy niepotrzebnie brudzić akcesoriów i nie porysujemy tak łatwo felg. Im więcej brudu usuniemy bezdotykowo, tym lepiej dla naszych kół. Na większości standardowych felg nie widać drobnych zarysowań, jeśli jednak mamy felgi np. w czarnym połysku możemy szybko je zmatowić nieodpowiednim myciem i już nie będą się tak dobrze prezentować. Przy prostszych wzorach felg możliwe jest umycie felg całkowicie bezdotykowo. Oczywiście co któreś mycie warto zaingerować pędzelkiem, jeśli jednak myjemy je regularnie nie będzie zawsze takiej potrzeby.

Należy również pamiętać, że zawsze stosujemy chemię na chłodną powierzchnię. Jeśli felga jest gorąca, możemy ją schłodzić strumieniem wody.

Oprócz chemii to mycia kół przyda nam się myjka ciśnieniowa, ponieważ w inny sposób ciężko wypłukać chemię z zakamarków felg. Będziemy potrzebować pędzelków lub szczotki do felg. Jednak większość szczotek na rynku ma dość twarde włosie i nie są zbyt delikatne. Przyda nam się także osobna gąbka/rękawica, której będziemy używać tylko do kół. A także szczoteczka do czyszczenia opon, najlepiej taka z dosyć twardym włosiem.



Mycie felg niezabezpieczonych

W przypadku felg niezabezpieczonych możemy sobie pozwolić na zastosowanie mocniejszej chemii, która mimo swojej siły działania będzie bezpieczna dla lakieru na feldze i opon. Do takich felg także bardziej przylega brud, dlatego będziemy musieli poświecić trochę więcej czasu, aby je domyć.

Pierwszy etap, pre wash, spokojnie możemy wykonać zasadową pianą aktywną (np. Tenzi Car Max). Jeśli nie mamy możemy użyć na przykład mocniejszego stężenia APC. Nanosimy na chłodne koła, czekamy chwilę (uważając, aby preparat nie zasnął nam na powierzchni) i spłukujemy wodą pod ciśnieniem. Jeśli myjemy felgi regularnie może się okazać, że po dokładnym spłukaniu felgi będą już czyste.

Następnie nanosimy preparat do felg (kwasowy/zasadowy/deironizer) i wypracowujemy go pędzelkiem. Możemy na chwilę zostawić produkt, aby popracował na powierzchni, w zależności od czasu zalecanego przez producenta. Spłukujemy dokładnie i jeśli felga dalej jest brudna to powtarzamy ten proces.

Jeśli zależy nam na idealnie czystych felgach i widzimy na nich czarne kropeczki smoły, możemy dokładnie je osuszyć i nałożyć preparat typu tar and glue remover. Po zalecanym przez producenta czasie spłukujemy dokładnie.


Mycie felg zabezpieczonych

W przypadku felg zabezpieczonych mycie ich jest zdecydowanie prostsze. Te same zasady mycia będą również obowiązywać przy myciu felg z polerowanego aluminium (np. felgi z polerowanym rantem), felg chromowanych czy anodowanych.

Robimy pre wash pianą neutralną (najlepiej nanieść ją w tym samym czasie, kiedy robimy mycie wstępne karoserii), spłukujemy dokładnie z luźnego brudu. Następnie za pomocą osobnej gąbki/rękawicy lub pędzelka myjemy je szamponem, dokładnie tym samym co resztę samochodu. Spłukujemy i felgi powinny być już czyste.

Raz na jakiś czas warto po myciu szamponem potraktować je dodatkowo deironizerem, aby zebrać ten brud, który bardziej trzyma się powierzchni. Nie jest to jednak konieczne przy każdym myciu. Chyba, że ktoś wyjątkowo rzadko myje samochód.

W przypadku felg zabezpieczonych często wystarcza dokładne opłukanie ich wodą pod ciśnieniem i już są czyste.



Zabezpieczenie felg

Jak widzicie mycie felg zabezpieczonych jest zdecydowanie szybsze. I potrzebujemy o wiele mniejszego arsenału chemii to tego. Doczyszczanie felg przy każdym myciu potrafi być mocno irytujące i zajmuje trochę czasu. Zwłaszcza przy bardziej skomplikowanych wzorach felg.

Nie wyobrażam sobie przy każdym myciu dokładnie pędzęlkować moich felg. Dlatego raz na miesiąc/dwa dokładnie je doczyszczam i nakładam seleant, i potem przy bieżących myciach tylko spłukuję wodą. Czasem jak mam więcej czasu to przemyje je szamponem. Jak do tego nałożę dobry dressing na oponę, który wytrzyma dłużej, to koła praktycznie w ogóle mnie nie zajmują przy bieżącym myciu, bo tylko spłukuje je wodą pod ciśnieniem.

Na felgi możemy nałożyć powłokę, jednak nie każdy ma do tego warunki, dlatego z pomocą przychodzą sealanty dedykowane do felg. Na przykład mój ulubiony Funky Witch Talisman, albo Poorboy's World Wheel Sealant. Jeśli nie chcemy kupować osobnego preparatu do felg możemy na nie nałożyć wosk syntetyczny, choć może on nie poleżeć tak długo jak dedykowany preparat ze względu na temperaturę. Wyjątkiem tu będzie Finish Kare Hi-Temp, który jest woskiem odpornym na wysokie temperatury.



Mycie i zabezpieczenie opon

Przy gruntowym myciu kół nie sposób pominąć czyszczenia opon. Nawet najładniejsze felgi nie będą się dobrze prezentować jeśli opona będzie brudna i szara.

Aby dobrze domyć oponę nie wystarczy tylko spłukać ją wodą z błota. Musimy ją porządnie wyszorować szczoteczką z twardym włosiem. Do mycia opon używamy dedykowanego środka – tyre and rubber cleaner. Wyciągnie on zanieczyszczenia z opony, dokładnie ją oczyści i przygotuje na aplikacje dressingu. Jeśli nie mamy takiego produktu możemy użyć mocniejszego stężenia APC.

Preparat możemy nanieść od razu na suchą oponę, chyba, że jest ubłocona, wtedy spłukujemy luźny brud myjką. Przy felgach polerowanych radzę uważać, ponieważ tego typu preparaty są zasadowe i jeśli ścieknie nam coś na felgę może pozostawić zaciek. W takiej sytuacji warto nanosić preparat bezpośrednio na szczoteczkę. Szorujemy dokładnie każdą oponę i spłukujemy wodą pod ciśnieniem, a następnie powtarzamy proces. Chcąc być pewnym, że opona została dobrze wyczyszczona czyścimy ją przynajmniej dwukrotnie. Chyba, że przy drugim czyszczeniu dalej wychodzi sporo brudu, wtedy czyścimy do skutku.

Jeśli mamy już opony i felgi wyczyszczone, zostawiamy je do wyschnięcia i nakładamy dressing do opon. Można sobie trochę pomóc sprężonym powietrzem, żeby zrzucić nadmiar wody. Jeśli chcemy, aby dressing nam długo poleżał, zawsze nakładamy go na suchą oponę. Unikniemy wtedy także spłynięcia dressingu czy nierównego rozprowadzenia. Choć jest kilka produktów, które możemy aplikować na mokrą oponę jeśli nam się śpieszy (zapraszam do porównania dressingów z ADBLa i Shiny Garage - Black Water kontra Coco Tyre Booster), ale nie są one tak trwałe.


Podsumowanie

Przedstawiłam Wam cały proces mycia kół i kilka różnych sposobów jak można to zrobić. Tak w skrócie moja sprawdzona metoda w przypadku felg niezabezpieczonych - pre wash preparatem zasadowym (najczęściej po prostu piana aktywna), a potem kwas do felg albo deironizer, który już wypracowuję pędzelkiem. W przypadku felg zabezpieczonych powłoką bądź sealantem – pre wash pianą neutralną, a następnie mycie szamponem bądź deironizerem, z zależności od rodzaju zabrudzeń. Zawsze w międzyczasie jak czekam aż chemia na felgach zadziała, szczotkuję również opony.

Jakie są Wasze metody na mycie kół? Jakich preparatów używacie? Zabezpieczacie felgi i opony, aby nie musieć ich tak często myć?

Dostępność różnego rodzaju powłok na rynku jest na tyle duża, że coraz więcej osób myśli o samodzielniej aplikacji powłoki na swój samochód. Niedawno pisałam artykuł na temat aplikacji powłoki Cquartz z CarPro, możecie go przeczytać tutaj - Car Pro CQuartz UK Edition 3.0. Jednak nie jest to takie proste i nie posiadając żadnego doświadczenia w detailingu lepiej pomyśleć o innych preparatach do zabezpieczenia lakieru. Jeśli jednak kogoś interesuje jak wygląda cały proces albo czuje się na siłach, aby podjąć się go samodzielnie, zapraszam do lektury.


Sama aplikacja powłoki nie jest bardzo czasochłonna, chyba że występują nieprzewidziane problemy w trakcie, ale jeśli wszystko idzie dobrze jest to kwestia godzinki albo dwóch. To odpowiednie przygotowanie powierzchni i doprowadzenie lakieru do jak najlepszego stanu zajmuje 95% czasu w całym procesie. Wymaga to wiedzy, doświadczenia i cierpliwości.

Zaczynamy od bardzo dokładnego mycia detailingowego. Musimy wyczyścić wszystkie zakamarki, wnęki, koła, detale, a także umyć samochód na dwa wiadra, najlepiej szamponem odtłuszczającym, aby zmyć z niego pozostałości wosków. Następnie przeprowadzamy dekontaminację lakieru wraz z glinkowaniem, usuwamy wszystkie osady stałe z lakieru, takie jak smoła, cząstki metaliczne, żywica, owady, soki z drzew itp. Może nie brzmi to skomplikowanie, ale cały ten proces potrafi zająć nawet kilka godzin. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat mycia detailingowego i dekontaminacji zapraszam do moich dwóch poprzednich artykułów - Mycie detailingowe, Dekontaminacja lakieru.

Następnie suszymy dokładnie cały samochód, wydmuchując przy tym wodę ze wszystkich szczelin i zakamarków. Również zajmuje to chwilę, z takich miejsc jak lusterka albo grill zderzaka woda nieustannie wypływa. Jeśli nie osuszymy dobrze samochodu może to powodować odklejanie się taśmy, co na pewno będzie irytować i przeszkadzać w dalszej pracy. 


Jak już jesteśmy przy taśmie to przejdźmy do kolejnego etapu – oklejanie taśmą elementów narażonych na uszkodzenie w trakcie polerowania – zaliczają się do nich gumowe uszczelki, nielakierowane plastiki, elementy wystające, o które moglibyśmy zahaczyć talerzem w trakcie polerowania. Jeden samochód ma więcej takich elementów, inny mniej, jednak jest to niezbędny etap pracy.

Proces który następuje później jest najbardziej czasochłonnym z etapów – czyli polerowanie. Przed nałożeniem powłoki powinniśmy doprowadzić lakier do możliwe jak najlepszego stanu, ponieważ wszystkie mankamenty lakieru zostaną jeszcze bardziej uwidocznione po nałożeniu powłoki. Warto przed zabraniem się do pracy sprawdzić grubość lakieru, aby orientacyjnie wiedzieć na ile można sobie pozwolić przy korekcie lakieru. Jednak miernik nie jest wyrocznią, bo na każdym samochodzie może być inna grubość lakieru, a także nigdy nie wiemy ile mikronów z odczytu to faktycznie klar na którym pracujemy.

Na początku korekty lakieru staramy się dobrać najlepszą kombinację past i padów polerskich, aby dalsza praca upływała jak najsprawniej. Jednak sprawdzi się to z reguły tylko w przypadku, kiedy samochód jest cały w oryginalnym lakierze. Jeśli był lakierowany (a czasami kilkukrotnie przez różnych fachowców), na każdym panelu może się pracować inaczej. W zależności od stanu i rodzaju lakieru, korekta może zająć od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. Jedynie w przypadku nowych samochodów proces ten przebiega szybciej, chociaż nie zawsze, bo wystarczy raz umyć samochód na złej myjni, aby narobić totalnego bałaganu na lakierze.

Następnie z reguły ponownie myjemy samochód z pozostałości pasty i pyłu na lakierze. Proces ten można pominąć używając odpowiednich past i mając wypracowaną dobrą technikę pracy, jednak w zdecydowanej większości przypadków myje się samochód ponownie po korekcie lakieru. Musimy wtedy dokładnie wypędzelkować wszystkie zakamarki i szczeliny, aby pozbyć się pyły i pozostałości pasty. I znów następuje bardzo dokładne suszenie, aby pozbyć się wody z zakamarków.

Mając już umyty samochód przystępujemy do dokładnej inspekcji lakieru, aby sprawdzić czy wszystko jest ok. Następnie dokładnie odtłuszczamy powierzchnie dwukrotnie, a następnie znów dokładnie sprawdzamy czy nie zostały gdzieś resztki pasty, smugi po odtłuszczaniu albo niechciane rysy. Teraz dopiero, po odczekaniu aż odtłuszczacz odparuje z powierzchni możemy brać się za aplikację powłoki. 


Podczas aplikacji musimy dokładnie sprawdzać każdy panel, czy na pewno powłoka jest dobrze dotarta, czy nie zostały jakieś smugi i plamy. Nie jest to łatwe, potrzebne jest do tego odpowiednie oświetlenie, bo różne defekty widać w różnym świetle, a także pod różnym kątem, dlatego przydaje się do tego trochę doświadczenia. W przypadku niektórych powłok zalecane jest wygrzewanie ich promiennikiem.

Cały proces potrafi zająć od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. Po 24h od aplikacji możemy wyjechać z garażu i cieszyć się efektami naszej pracy.

Lubicie kłaść powłoki? Czy należycie do maniaków wosków?
Dzisiaj będzie krótko i na temat. Znalazłam króla wśród quick detailerów. Produkt, którym nie sposób się nie zachwycać jak już się go raz użyje. Od dłuższego czasu był na mojej liście do przetestowania, jednak ciągle to odwlekałam w czasie. Wreszcie jednak udało mi się go przetestować i żałuję, że dopiero teraz. O QD z Prostaffa słyszałam już niejednokrotnie, zawsze w samych superlatywach. Bardzo wiele osób twierdziło, że to najlepszy produkt tego typu na rynku. O czym mogłam się w końcu przekonać.


Prawda jest taka, że już od pierwszego przetarcia fragmentu maski tym QD byłam bardzo mocno zdziwiona. Dawno żaden produkt nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Od razu widać jak lakier nabiera głębi, jest wyraźnie przyciemniony. Niesamowity połysk i gładkość na wysokim poziomie. Naprawdę ten QD lookiem przebija wiele wosków i robi efekt wow. A to wszystko w zaledwie kilka chwil, ponieważ jego aplikacja jest naprawdę bezproblemowa.

Kolejnym dużym zaskoczeniem jest hydrofobowość, która jest na rewelacyjnym poziomie. Piękne kropelkowanie i zrzut wody. Wiele powłok może się pochwalić podobnymi właściwościami. CC Gold Water ma z nimi trochę wspólnego, ponieważ oparty jest na krzemie, który jest składnikiem powłok.


CC Gold Water prawie nie ma zapachu, jest bardzo neutralny, co dla niektórych może być zaletą. Ja co prawda bardzo lubię jak kosmetyki ładnie pachną, jednak w przypadku tego produktu jestem w stanie mu to wybaczyć, bo look i hydrofobowość rekompensują to wielokrotnie. Nie jest to najtańszy produkt (ok. 65zł za 200ml), jednak zdecydowanie wart swojej ceny. Znalazł się na liście moich ulubionych kosmetyków :) Jeśli jeszcze go nie używaliście, sprawdźcie koniecznie. 



A może używaliście już go i zgadzacie się ze mną? Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że komuś może się nie spodobać, ale może jednak?
Po raz trzeci odwiedziliśmy Stadion im. Kazimierza Górskiego w Płocku, aby obejrzeć zawody Drift Masters. To jeden z najlepszych torów do oglądania zawodów, ponieważ dokładnie widać całą trasę przejazdu. Zabrakło już tej ekscytacji, którą czuliśmy jak pierwszy raz tam przyjechaliśmy, ale dobrze było wrócić w to znane miejsce. Zwłaszcza, że przywitały nas pokazowe przejazdy Piotra Więcka.


(Z Płocka pisałam już dwie relacje które możecie przeczytać tutaj - Płock 2016 i Płock 2017. Nie wiem dlaczego nie pojawiła się nigdy relacja z Torunia, ale obiecuję, że nadrobię to w tym roku!)

Liga Drift Masters bardzo się zmieniła w tym roku, z Drift Masters Grand Prix zmieniła nazwę na Drift Masters European Championship i jest już ligą europejską z prawdziwego zdarzenia. Pojawiło się o wiele więcej obcokrajowców na liście startowej, a poszczególne rundy rozsiane są po całej Europie - Polska, Łotwa, Niemcy, Węgry i Irlandia, w tym dwie rundy w Polsce na najbardziej widowiskowych torach. Niezmiernie się cieszę, że ze wszystkich miejsc pozostawili właśnie Płock i Toruń, bo na te rundy jeździmy co roku.



Zmieniły się także zasady oceniania, wcześniej sędziowie przyzwalali punkt za przejazdy, a teraz, wzorem Formuły Drift, głosują po prostu który zawodnik ma przejść dalej. Wyeliminowane zostały w znacznym stopniu błędy zerowe (odprostowanie, kontakt z bandą lub innym zawodnikiem). Oceniana jest przede wszystkim linia przejazdu zawodnika, zarówno w roli uciekającego, jak i goniącego. Jakoś nie mogę się przestawić na ten sposób oceniania, przyzwyczaiłam się już do punktów za przejazd.



Runda jak zwykle była na wysokim poziomie już od samego TOP32. Tutaj też zaszła pewna zmiana, bo w poprzednich latach zawody zaczynały się od TOP16. Dużo nowych nazwisk, których znowu będę musiała się uczyć, aby zapamiętać ;) Jednak jedno już zdążyło mi zapaść w pamięć – Conor Shanahan, zwycięzca pierwszej rundy, który w fenomenalnym stylu pokonał mistrza Formuły Drift Jamesa Deana. I to w dzień swoich piętnastych urodzin. Cały stadion śpiewał mu sto lat. Niesamowita chwila, niesamowite emocje.

Tak jak już pisałam na Instagramie (kto nie obserwuje, zachęcam :)), najbardziej emocjonujące były dla mnie przejazdy Grzegorza Hypkiego z Dawidem Karkosikem. Hypki jest w rewelacyjnej formie, dawno nie widziałam takich przejazdów w jego wykonaniu, bardzo mu kibicowałam, niestety nie udało się przejść dalej. A także przejazdy Pawła Trelii z Jamesem Deanem, podczas których sędziowie dwukrotnie zagłosowali za powtórką, jednak w regulaminie dopuszczalna jest tylko jedna powtórka, dlatego dalej przeszedł Dean, ponieważ był wyżej w kwalifikacjach. Jednak sędziowie mieli bardzo trudny wybór, pierwszy raz tak długo czekaliśmy na werdykt, nie patrzyłam na zegarek, ale naprawdę sporo to trwało. 


Jeśli nie oglądaliście, zachęcam Was, aby obejrzeć livestream, który znajdziecie na YouTubie na kanale Drift Masters. Może zachęci Was to do pojechania na zawody w Toruniu, które odbędą się w sierpniu. Jest wśród Was ktoś, kto również śledzi ligę Drift Masters? :)
Jakie rodzaje produktów najbardziej lubicie testować? Ja jedne rodzaje produktów lubię bardziej niż inne. Nie mam na przykład pomysłu na sensowny test płynu do szyb albo szamponu. Za to bardzo lubię sprawdzać jak działają quick detailery, dressingi, a także cleanery do skór. Cleanerów mam już chyba z sześć w swojej kolekcji i z każdego jestem zadowolona.

Ostatnio trafił do mnie na testy kolejny produkt tego typu, Angelwax Heaven for Leather. Jest to cleaner z odżywką, dlatego można dla niego znaleźć dwa zastosowania. Jako typowy cleaner do gruntownego wyczyszczenia tapicerki, a także jako quick detailer do szybkiego odświeżenia. 


Długo czekałam aż trafi się odpowiednio ubrudzona jasna skóra, aby móc sprawdzić siłę czyszczącą tego produktu. Używałam go już wcześniej, jednak za każdym razem na ciemnej tapicerce, po której ciężko stwierdzić w jakim stopniu dany produkt czyści, ale już wtedy mi się spodobał.

Szczerze mówiąc nie spodziewałam się efektu wow, mając na uwadze, że jest to cleaner z odżywką. Chociaż już kiedyś mile się zaskoczyłam produktem tego typu – FX Protect Leather Cleaner, który również jest produktem dwa w jednym i rewelacyjnie czyści (jeśli chcecie, zapraszam Was do testu porównawczego – Fx Protect kontra Colourlock Strong).

Heaven for Leather jest w butelce z triggerem, przez co osobom przyzwyczajonym do produktów w pianowniczce może na początku niewygodnie się go używać. Jednak można się przyzwyczaić. Przy 2-3 psiknięciach i wypracowaniu szczoteczką widać jak produkt rozpuszcza brud, ale się nie pieni. Jeśli chcemy, aby zaczął się pienić musimy użyć trochę większej ilości.



Produkt jest bardzo wydajny. Do takiego szybkiego odświeżenia dwóch foteli i kanapy zużyłam naprawdę minimalną ilość (może coś w granicach 50ml), przy dosyć oszczędnym stosowaniu. Jednak nie mówimy tutaj o gruntowym czyszczeniu ze wszystkimi detalami tak długo aż tapicerka będzie idealnie czysta, ale o szybkim, jednokrotnym rozprowadzeniu produktu po każdym elemencie i wytarciu mikrofibrą.

Zabrudzenia na fotelu testowym oceniam jako średnie. Widać, że skóra wymaga gruntownej wyczyszczenia, ale nie jest jakoś bardzo zaszczurzona. I jak widać na załączonych zdjęciach produkt poradził sobie bardzo dobrze i nie trzeba było go jakoś bardzo długo wypracowywać.

Nie robiłam bezpośredniego porównania, ale mogę Wam powiedzieć, że do pozostałej części fotela wzięłam Softa z Colourlocka do czyszczenia i nie dało się nim zniwelować odcięcia na fotelu po taśmie. Dopiero Angelwaxem udało mi się wyczyścić to tak, aby nie było śladu.


Myślę, że Heaven for Leather sprawdzi się w większości przypadków do bieżącej pielęgnacji tapicerki skórzanej, a jak widzicie radzi sobie również z bardziej zabrudzoną skórą. Należy jednak pamiętać, żeby zabezpieczyć tapicerkę po czyszczeniu dodatkowo, pomimo że jest to produkt z odżywką. Sama odżywka w cleanerze nie ma takich właściwości ochronnych jak produkt dedykowany do zabezpieczenia.

Heaven for Leather znakomicie się sprawdzi również jako quick detailer do skór, jeśli chcemy szybko trochę odświeżyć tapicerkę. I nie powiedziałam Wam najważniejszego – produkt ten obłędnie pachnie skórą. Bardzo umila to pracę i najchętniej używałabym go codziennie :)

Mieliście okazję używać tego produktu? Spodobał się Wam tak jak mi? To zdecydowanie na obecną chwilę mój ulubiony cleaner do skór, chociaż nie używam go najczęściej. Zarezerwowany jest na specjalne okazje :D
Tydzień temu kolejna marka zawitała do MrCleanera, aby opowiedzieć o swoich produktach i pokazać je w akcji. Tym razem był to Ultracoat, marka która wypuściła ostatnio jeden z najlepszych filmów promocyjnych jakie widziałam, zresztą zobaczcie sami:


Ultracoat ma w swojej ofercie około dziesięciu podstawowych produktów detailingowych oraz powłoki. Mogliśmy je przetestować podczas mycia i dekontaminacji samochodu, każdy mógł sprawdzić jak pracuje się z danym produktem. Na sam koniec zaaplikowaliśmy również powłokę na lakier oraz felgi. Kilka preparatów zwróciło moją uwagę. 



Spodobał mi się Szampoo+, który jest szamponem odtłuszczającym, z związku z tym najlepiej sprawdzi się przed woskiem lub powłoką, po korekcie lakieru, a także do serwisu powłok ceramicznych. Pachnie bardzo przyjemnie cytrusami i dobrze się pieni.

Wart uwagi wydaje mi się także Tar & Glue Remover ze względu na możliwość stosowania go także na nielakierowanych plastikach. Niewiele preparatów tego typu jest bezpiecznych na takich powierzchniach. Iron także zapowiada się obiecująco, wyjątkowo mało śmierdzi jak na deironizer.
W ofercie jest również szybko odparowujący preparat do odtłuszczania powierzchni przed powłoką Wipe It, a także środki takie jak APC i Glass Cleaner.



Jednak znów, podobnie jak w przypadku Tevo (z którego relację możecie przeczytać tutaj: Tevo w MRC), najbardziej zainteresowały mnie powłoki. Od dłuższego czasu byłam ciekawa powłok Ultracoata i chciałam je przetestować. Mieliśmy okazję położyć dostępną dla każdego powłokę One. Jest dosyć prosta w aplikacji i co ciekawe jako jedna w nielicznych powłok dostępnych bez akredytacji jest powłoką twardą, a nie elastyczną.

Jednak przez to, że jest powłoką twardą, jej powierzchnia nie jest bardzo śliska. Dlatego warto jako drugą warstwę zastosować Hydro HD, który zwiększy śliskość i hydrofobowość lakieru. Nie mieliśmy jednak okazji go zaaplikować, ponieważ można go położyć dopiero kilka godzin po aplikacji One. 



Z tego samego powodu niestety nie mieliśmy okazji przekonać się jaki jest efekt wizualny (który powłoka uzyskuje dopiero po czasie utwardzenia) oraz hydrofobowość położonej powłok. Jednak mam nadzieję, że będzie kiedyś okazja położyć te powłoki na swój samochód i sprawdzić ich właściwości.

Zabezpieczyliśmy również felgi powłoką Metal Guard, która również nie jest szczególnie trudna w aplikacji. Na niektórych rodzajach felg nie wymaga nawet docierania. Jest odporna bardziej na kwasy niż na zasady, co warto wziąć pod uwagę przy bieżącej pielęgnacji.



Używaliście produktów Ultracoat? Co o nich myślicie, macie swoje ulubione?
Zapraszam Was do pierwszego na blogu testu powłoki ceramicznej.

Powłoki kwarcowe i ceramiczne stają się coraz bardziej popularne. Coraz więcej amatorów detailingu chciałoby samodzielnie spróbować aplikacji powłoki. Sama aplikacja wielu powłok nie jest szczególnie trudna i czasochłonna, jednak wymaga wielu godzin, aby odpowiednio przygotować powierzchnię lakieru i bez odpowiedniej wiedzy nie powinniśmy się za to zabierać.

Dostęp do produktów jest w tej chwili bardzo dobry, wiele powłok dostaniemy bez problemu w sklepie, bez potrzeby przechodzenia akredytacji czy szkolenia. W przedziale 150-300zł za buteleczkę mamy już całkiem spory wybór, choć są też powłoki droższe. 


CQuartz UK Edition 3.0 jest jedną z tańszych powłok, 30ml kosztuje ok. 200zł w zestawie z aplikatorem i ściereczkami. Jest o już kolejna edycja ten powłoki, ponoć została w niej poprawiona aplikacja i stopień przyciemnienia lakieru, jednak nie miałam okazji używać poprzednich wersji, więc niestety nie porównam ich.

Powłoka może być aplikowana w temperaturze od 5 do 30 stopni Celsjusza, więc w prawie każdych warunkach jakie występują w naszym pięknym kraju. Producent deklaruje trwałość od 18 do 24 miesięcy. Odporność chemiczna tego produkty to od 3 do 14 PH, więc tak naprawdę jest odporna na większość produktów dostępnych na rynku. Po aplikacji powłoka przez minimum 24 godziny powinna stać w garażu i nie być narażona na kontakt z wodą.


Produkt ma płynną konsystencję i występuje w butelce ze skraplaczem. Aplikujemy go krzyżowo, dokładnie na całym elemencie. Producent zaleca docieranie powłoki po maksymalnie dwóch minutach, jednak ja zaczekałam trochę dłużej (3-5) i nie było najmniejszych problemów. Docieramy suchą mikrofibrą.

Produkt jest bardzo łatwy w aplikacji i docieraniu. Dzięki swojej płynnej konsystencji, aplikator sunie bez problemu po powierzchni lakieru. A dotarcie po tych kilku minutach jest bardzo proste, powłoka nie ciągnie się, nie marze. Wystarczy przetrzeć cały element i dobrze sprawdzić czy na pewno nigdzie nie została powłoka. Nie trzeba stosować kilku mikrofibr do danego elementu i spędzać nad nim kilku minut. To duży plus. 

Stopień przyciemnienia
Jeśli chodzi o efekt wizualny, nie jest to powłoka z efektem wow, jednak zobaczymy, że lakier jest widocznie przyciemniony, bardziej szklisty i nabiera głębi.

Hydrofobowość jest na całkiem dobrym poziomie. Całkiem ładnie kropelkuje, a także zrzuca wodę. I takie właściwości ma sama powłoka, bez zastosowania żadnego top coatu. Jeśli ktoś chciałby podbić ten efekt, można zastosować Gliss z Car Pro, który poprawia śliskość i hydrofobowość lakieru. Możemy go stosować jako top coat do powłoki, a także jako samodzielne zabezpieczenie. W celu bieżącej konserwacji powłoki możemy również stosować Car Pro Reload, który jest quick detailerem/sealantem odżywiającym powłokę, a także szampon Reset odtykający powłokę.

Niestety powłoka nie ma zauważalnych właściwości samooczyszczających, bo błotnik na którym jest CQuartz nie jest nawet minimalnie mniej brudny od drzwi, na którym przed zimną zaaplikowany był wosk syntetyczny. Mam nadzieję, że poprawia się to po zastosowaniu top coatu.



Nie miałam okazji aplikować zbyt wielu powłok (6, w tym większość akredytowanych), jednak mogę porównać Cquartz do powłoki z podobnej półki cenowej – FX Protect Glass Coating. Jeśli chodzi o efekt wizualny, są one na dosyć podobnym poziomie, jednak Glass Coating musimy położyć dwie warstwy, aby otrzymać zadowalający efekt. Docieranie obu jest równie łatwe, chociaż Fx Protect docieramy na mokro przy użyciu minimum dwóch fibr. Hydrofobowość jest zdecydowanie lepsza w przypadku Car Pro (mowa o samych powłokach nie wspieranych żadnym top coatem). Jak więc widać, lepiej w tym zestawieniu wypada produkt do Car Pro.


Ogólnie odbyło się bez zachwytów, ale jest to dobry produkt, w niskiej cenie. Otrzymujemy dobrą hydrofobowość bez potrzeby aplikowania dodatkowych preparatów, a także bardzo łatwą aplikację. Mamy także dostęp do całej gamy kosmetyków do pielęgnacji.

Myślicie o nałożeniu powłoki ceramicznej na swój samochód? Może używaliście akurat tego produktu? Jeśli tak to co o nim myślicie? :)