Ostatnie posty

Dawno nie było nic na temat naszych samochodów. Jednak nadmiar pracy przy samochodach klientów i inne projekty skutecznie odciągają nas od zajmowania się swoimi motoryzacyjnymi projektami. Same się jednak nie zrobią, więc staramy się jakoś wygospodarować czas, aby prace posuwały się do przodu, chociaż w małym stopniu. 



Cabrio niedługo przechodzi w sen zimowy (chociaż dalej nie znalazłam jeszcze żadnego garażu, w którym mogłoby przezimować!), więc wszystkie prace z nim związane przekładam na zimę. W tym regenerację amortyzatora, z którym może być mały problem, bo to custom i nie wiemy jeszcze jak ogarnąć części do niego. Będę miała także okazje, żeby wreszcie pomalować fotele! Farba od Colourlock już czeka od dłuższego czasu na półce, ale nie mam kiedy tego zrobić, bo cały czas potrzebuję auta.

Chciałabym wreszcie spełnić moje wieloletnie marzenie i pomalować felgi w nietypowy kolor. Na chwilę obecną myślę nad jasnoniebieskim. Od zawsze marzyły mi się właśnie niebieskie felgi, a zawsze miałam samochody, do których akurat ten kolor nie pasował. Przy cabrio również myślałam, że będzie podobnie, bo docelowo miał być ciemny odcień niebieskiego, więc felgi zlały by się z kolorem nadwozia. A chodziło mi o kolor kontrastowy, więc myślę, że jasnoniebieski metalic spełni to zadanie.



Jeśli chodzi o nasz drugi projekt BMW E34 powoli zbliżamy się dopiero do końca blacharki. Blacharka to jednak strasznie niewdzięczna robota, ale cieszymy się, że powoli widać już koniec. Zostało wstawić jeden próg i załatać dwie dziury w podłodze. Jeśli chcecie zobaczyć fotorelację z rozbiórki E34 i remontu blacharki zapraszam po poprzedniego wpisu: Projekt BMW E34

W międzyczasie udało nam się wypiaskować i pomalować elementy zawieszenia i hamulce. Uważamy, że złoty i czarny będą idealnie komponować się z kolorem nadwozia, który pozostanie w oryginale. Kompletny remont to kompletny remont, nawet zawieszenie musi perfekcyjnie wyglądać. Mimo, że tak naprawdę głównie my będziemy je oglądać ;)


Niestety do końca pozostaje jeszcze długa droga, a czasu wolnego mamy coraz mniej. Jednak wierzymy w to, że kiedyś uda nam się zobaczyć efekt naszej pracy :D

Pochwalcie się czy również macie w garażu jakieś rozkopane projekty? Czy lepiej niż my zdajecie sobie sprawę, że nie będziecie mieć na to czasu i wolicie kupić kompletny, zrobiony już z każdej strony samochód?
Mycie szyb w samochodzie to jedna z najbardziej nielubianych czynności detailingowych. Sama za nią nie przepadam, choć tak naprawdę nie jest to coś skomplikowanego. Można nawet powiedzieć, że to jedna z prostszych czynności, a jednocześnie jedna z najbardziej potrzebnych. Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć jak poprawia się komfort jazdy jeśli mamy idealnie czyste szyby. 
Jeśli masz problemy z idealnym domyciem szyb, zapraszam do poradnika :)

Jak umyć szyby w samochodzie?


Na pewno będziemy potrzebować:
  • mikrofibr do szyb, przynajmniej dwóch; ja używam dedykowanych – waflowej i gładkiej
  • rękawiczek nitrylowych, dzięki temu nie będziemy przenosić tłuszczu z rąk na fibrę, a następnie na szybę
  • płynu do szyb
  • latarki inspekcyjnej albo słonecznej pogody

Nanosimy płyn na pierwszą mikrofibrę i przemywamy dokładnie całą powierzchnię szyby. Najlepiej nanieść tyle płynu, aby nie zdążył on odparować całkiem zanim przejdziemy do drugiego kroku. Staramy się nie psikać bezpośrednio na szybę, ponieważ mycie szyb jest ostatnim etapem wszystkich zabiegów i nie chcemy, aby płyn osiadł się na wykończonej dressingiem desce czy nawoskowanym lakierze.
Następnie bierzemy drugą, suchą mikrofibrę i prostymi ruchami góra dół i na boki wycieramy do sucha szybę. Obrysowujemy firbą także dokładnie szybę dookoła. Kluczowe jest to, aby myć szybę prostymi ruchami od krawędzi do krawędzi, nie urywając nigdy ruchu w połowie szyby, ponieważ mogą zostać wtedy smugi.

Mój schemat mycia wygląda z reguły tak:
  1. Przecieram dokładnie całą szybę mikrofibrą z płynem.
  2. Suchą mikrofibrą wycieram szybę wzdłuż krawędzi dookoła.
  3. Wycieram prostymi ruchami pionowo i poziomo całą powierzchnię
  4. I znów wycieram przy krawędziach.

W 90% przypadków to wystarcza, aby szyba była dobrze umyta. Jeśli dalej pozostały jakieś smugi, warto umyć ją jeszcze raz albo zmienić fibry na czyste. Kluczem do dobrze umytych szyb nie jest duża ilość płynu, ale bardzo dokładne wytarcie jej do sucha czystą mikrofibrą.

Szyby bez smug


Często szyby mogą wydawać się idealnie czyste w pomieszczeniu, ale jak wyjedziemy na słońce to widzimy same smugi, które irytują w trakcie jazdy. Słońce najlepiej weryfikuje czystość szyb, ale jeśli nie mamy możliwości sprawdzić szyb w słońcu z pomocą przychodzi latarka inspekcyjna. Wystarczy poświecić na szybę i jeśli jest ona źle umyta to w dobrym świetle to zobaczymy. Czasem wystarczy szybę przetrzeć jeszcze raz suchą, czystą mikrofibrą, czasem trzeba będzie ją ponownie umyć.

Jeśli chcemy sprawdzić czystość szyb za pomocą latarki inspekcyjnej to zawsze świecimy z zewnątrz samochodu. Zobaczymy wtedy zarówno smugi, które są na zewnątrz jak i te od środka.

Przy myciu szyb bocznym warto pamiętać, aby najpierw opuścić trochę szybę, umyć tą krawędź, która chowa się za uszczelką i dopiero później podnieść całkiem i umyć cała resztę.

A co z zakamarkami w trudno dostępnych szybach o których wspomniałam wcześniej? Ja z reguły staram się jak najlepiej utorować sobie dostęp do nich. Na przykład do mycia tylnej szyby w sedanie składam oparcie kanapy jeśli się da, albo wyciągam zagłówki. Z reguły biorę też więcej fibr do niej, bo często są one bardzo zapuszczone. Czasem trzeba trochę pokombinować, czasem umyć taką szybę nawet dwu- czy trzykrotnie starając się mimo trudnego dostępu zrobić to jak najdokładniej według podanego schematu. Jeśli przetrzemy szybę byle jak, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nie będzie ona dobrze umyta.

Czasami przydaje się taka rączka teleskopowa, którą możemy łatwiej dotrzeć w bardziej oddalone fragmenty. Choć nie jest to idealne rozwiązanie, ponieważ z reguły te nakładki z mikrofibry do niczego się nie nadają, więc kładę zawsze na tym swoją mikrofibrę, ale lubi się ona wtedy zsuwać. Ideałem byłoby uszyć swoje nakładki na tą przedłużkę, wtedy może byłoby lepiej.

Problematyczne przypadki


Jakie są według mnie najbardziej uciążliwe szyby do mycia? Jest kilka takich szyb na widok których bardzo niechętnie zabieram się do mycia.

Mocno wysunięta do przodu szyba przednia, od której odgradza nas długa i rozbudowana deska rozdzielcza. Takie szyby możemy spotkać w niektórych Citroenach Picasso, które nie dość, że są mocno wysunięte do przodu, to jeszcze zawijają wysoko do góry zachodząc na dach.

Malutkie trójkątne szybki zabudowane słupkami, gdzie trudno w ogóle wsadzić rękę, a dobrze domyć same rogi w tych szybach to już prawdziwa sztuka.

Wszystkie szyby tylne w sedanach, a już w szczególności w samochodach, gdzie nie składa się tylna kanapa i nie da się za bardzo wyciągnąć zagłówków. Albo jak szyba kończy się za linią tylnej półki bagażnika. W niektórych samochodach również przednia szyba również kończy się za linią deski rozdzielczej (np. u mnie w cabrio), i trudno ją domyć do samego końca.

Ze względu na wzrost dla mnie problematyczne są również bardzo długie szyby w tylnej klapie, które wysunięte są bardzo do środka samochodu (np. Audi A5).

I oczywiście wszystkie ogromne panoramy – to jest niby prosta szyba do umycia, ale strasznie nie lubię pracować z głową zatartą do góry (dlatego też nienawidzę prać podsufitek!)

Jaki płyn do szyb wybrać?


Prawda jest taka, że nie musimy posiadać jakiego super-hiper drogiego płynu do mycia szyb. W większości przypadków mając odpowiednie akcesoria (dobre i czyste mikrofibry) będziemy w stanie poradzić sobie nawet zwykły domowym płynem. Choć może to potrwać trochę dłużej.

Osobiście zdecydowanie preferuje te detailingowe płyny, bo lepiej mi się z nimi pracuje. Ogólnie jeśli chodzi o płyny do szyb jestem dosyć wybredna i z około 10 testowanych produktów, na dłuższą metę do tej pory spasowały mi tylko trzy. Większość albo za długo odparowuje, albo za szybko odparowuje, albo trzeba się więcej napracować, aby nie było smug.


Również nie lubicie myć szyb w samochodzie czy nie macie z tym problemu? Może odpowiecie mi o swoich najbardziej znienawidzonych rodzajach szyb do mycia? ;)
Mycie to jeden z podstawowych zabiegów detailingowych. Nic nam nie dadzą woski i powłoki jeśli nie będziemy regularnie dbać o nasz samochód. Jest to jeden z tych zabiegów, które wykonujemy najczęściej, bo i ile możemy zadbać o to, aby wnętrze naszego samochodu tak szybko się nie brudziło, to na zabrudzenia karoserii nie mamy już takiego wpływu. Dlatego podstawowym produktem w zestawie detailera jest szampon samochodowy. Dzisiaj chciałam dla Was porównać trzy szampony z oferty Fireballa. Jeśli szukacie produktu wysokiej jakości to śmiało możecie wybrać któryś z nich.


Fireball ma w ofercie trzy szampony – Premium Car Shampoo, Ultimate Car Shampoo i Hydrophobic Car Szampoo. Żeby było łatwiej, będę je opisywać za pomocą pierwszych słów nazwy. Premium jest podstawowym szamponem, Ultimate jest dedykowane do mycia powierzchni zabezpieczonych, a Hydrophobic do niezabezpieczonych lakierów. Wyróżnia je także cena – Ultimate i Hydrophobic są dwa razy droższe niż Premium. Jednak niewielkie zalecane rozcieńczenia i wysoka jakość z pewnością rekompensują wysoką cenę przy zakupie.

Wszystkie szampony nie mają zbyt gęstej konsystencji (Ultimate jest trochę gęstsze) co zdecydowanie ułatwia dozowanie produktu. Warto zaopatrzyć się w dokładną miarkę, bo szampony w zalecanych stężeniach radzą sobie naprawdę dobrze, więc nie ma potrzeby stosowania większej ilości produktu.

Przed przystąpieniem do mycia, najpierw należy zrobić pre-wash i nanieść pianę aktywną, aby rozmiękczyć i usunąć luźny brud, którym moglibyśmy porysować samochód w trakcie mycia. Następnie przygotowujemy dwa wiadra – w jednym rozrabiamy wodę z szamponem, w drugim zostawiamy czystą wodę, w której będziemy płukać rękawicę przed ponownym nabraniem szamponu. Na dno wiader warto położyć separatory zanieczyszczeń (Girt Guard), które zapobiegają mieszaniu się wody w wiadrze i utrzymują zanieczyszczenia na dnie. I teraz możemy przystąpić do mycia. Pamiętajmy, że zawsze myjemy samochód od górnych najmniej zanieczyszczonych partii samochodu, zostawiając doły drzwi i zderzaki na sam koniec.

Który szampon wybrać? Muszę przyznać, że decyzja jest naprawdę trudna.


Fireball - Premium Car Shampoo



Podstawowy szampon do mycia o neutralnym PH bezpiecznym dla wosków i powłok. Jego zalecane rozcieńczenie to 14-20ml na 10 litrów wody. Litrowa butelka pozwoli na umycie od 50 do 70 samochodów.

Dość dobrze się pieni i piana utrzymuje się w wiadrze przez cały proces mycia. Szampon bardzo łatwo się wypłukuje z zakamarków oraz zapewnia dobry poślizg w trakcie mycia, co ma znaczenie jeśli chcemy uniknąć mikrozarysowań lakieru. Testowałam dwa skrajne, zalecane rozcieńczenia i w obu przypadkach poradził sobie równie dobrze.



Fireball - Ultimate Car Szampoo


Szampon o neutralnym PH dedykowany do mycia zabezpieczonych powierzchni. Jego zalecane stężenie to od 6,5 ml do 10ml na 10 litrów wody. Z pół litrowej butelki umyjemy od 50 do 75 samochodów, czyli jest dwa razy bardziej skoncentrowany niż Premium.

Już od tego mniejszego stężenia znakomicie radzi sobie z domywaniem. Ma bardzo dobry poślizg w trakcie mycia, zauważyłam, że minimalnie się on zwiększa przy zastosowaniu stężenia 10ml/10l. Pieni się identycznie jak Premium, również nie sprawia problemów przy wypłukiwaniu.

Ma poręczniejszą butelkę, jednak wymaga bardziej precyzyjnego dozowania produktu.



Fireball - Hydrophobic Car Shampoo


Ostatni produkt, który chciałabym Wam zaprezentować różni się zdecydowanie od standardowego szamponu. Jest to produkt 2w1, czyli myje i jednocześnie zabezpiecza powierzchnię lakieru. Dlatego też dedykowany jest do mycia lakierów na których nie leżą żadne woski czy powłoki. Jednak spokojnie można nim myć również lakier zabezpieczony, ponieważ posiada neutralne PH.

Z wszystkich trzech ma największe zalecane stężenie od 20 do 33ml na 10l wody, więc starczy na umycie od 30 do 50 samochodów przy litrowej butelce. Pod wpływem ciśnienia pieni się dobrze, jednak piana dosyć szybko opada w wiadrze. Przed skończeniem mycia już jej nie będzie.

Zapewnia dobry poślizg w trakcie mycia, a po spłukaniu otrzymujemy efekt hydrofobowy w postaci kropelkowania na bardzo fajnym poziomie. Nawet na zniszczonych i szorstkich lakierach. Przy pierwszym myciu byłam bardzo zaskoczona tym efektem, bo spodziewałam się minimalnego efektu taflowania i troszkę lepszego odprowadzenia wody z karoserii. A otrzymujemy pierwszorzędne kropelki, które bez problemu zdmuchniemy sprężonym powietrzem z karoserii. Jeśli stosujemy do osuszania hydrowosk, to używając tego szamponu możemy całkiem pominąć ten etap, co pozwala nam zaoszczędzić czas.

Przed myciem szamponem Hydrophobic
Niestety nie wpływa jakoś zauważalnie na śliskość lakieru po myciu, ale za to lekko go nabłyszcza. Dodatkową, trochę nietypową zaletą jest zmiękczenie trochę już zużytych rękawic do mycia z mikrofibry (ADBL i Meguairs), które utrzymuje się jeszcze na długo po myciu, pomimo wielokrotnego płukania i używania innych szamponów. Naprawdę nie mogę się nadziwić jak delikatna zrobiła się rękawica, która już wymagała wymiany.

Bez problemu domywa nawet długo niemytą karoserię. Jednak jeśli chcemy otrzymać jednolity efekt kropelkowania, warto bardzo dokładnie umyć samochód, zwracając cały czas uwagę na odpowiednią ilość szamponu na rękawicy. Zwiększenie stężenia do 33ml powoduje trochę lepszy efekt hydrofobowy, jednak bardzo dobrze sobie radzi również przy 20ml.

Efekt hydrofobowy utrzymuje się także po kolejnym myciu, przeprowadzonym już Ultimate Car Shampoo, także nie jest to tylko efekt od mycia do mycia, jak w przypadku niektórych hydrowosków. Nie jest niestety jakoś bardzo trwały, po około tygodniu zaczyna zanikać kropelkowanie, ale dalej lepiej odprowadza wodę niż całkiem jałowy lakier.

Po myciu szamponem Hydrophobic
Zrobiłam pewien eksperyment, którego lepiej nie powtarzajcie jeśli zależy Wam na dobrym stanie lakieru. Chciałam sprawdzić jak poradzą sobie te szampony na samochodzie nie mytym przez kilka tygodni, nie zabezpieczonym, pomijając całkiem etap pre-washu, który rozmiękcza brud. Spłukałam tylko kurz wodą z węża (nie myjką pod ciśnieniem, zwykłym wężem ogrodowym) i umyłam różne partie samochodu tymi trzema szamponami w najniższym zalecanym stężeniu. Wszystkie poradziły sobie bardzo dobrze przy jednokrotnym myciu, w jednym miejscu został tylko mały niedomyty fragment (przy Hydrophobic), ale to zdecydowanie przez moją niedokładność, bo reszta elementów potraktowana tym szamponem umyta była wzorowo. Nie było również najmniejszych problemów, żeby spłukać te szampony bez użycia myjki ciśnieniowej.



Podsumowując, zdecydowanie najbardziej moje serce skradł Hydrophobic Car Shampoo, który chyba dopiszę na listę moich ulubionych kosmetyków (obok piany hydrofobowej, również od Fireballa!). Nie jest tani, ale robi efekt wow na niezabezpieczonych lakierach. Jeśli miałabym wybierać między Ultimate i Premium, wybrałabym Ultimate, chociaż oba produkty są na wysokim poziomie i trudno tak naprawdę stwierdzić, który jest lepszy. Można się kierować na przykład wielkością butelki jeśli nie mamy dużo miejsca w garażu ;) Z pół litra Ultimate umyjemy tyle samo samochodów, co z litra Premium. Warto jednak precyzyjnie dozować te szampony, bo w tych minimalnych koncentracjach radzą sobie znakomicie.


Jakich szamponów używacie do mycia? Używaliście może któregoś z opisywanych produktów Fireballa? Przypadły Wam do gustu?
Felgi to element samochodu mocno narażony na zabrudzenia – pył z klocków hamulcowych, pył drogowy i smoła tworzą w połączeniu z wysoką temperaturą brud dość trudny do usunięcia. Nie poradzimy sobie z nim bez dedykowanych środków do felg. Jeśli dbamy o felgi regularnie, ich domycie nie powinno stanowić większego problemu. Jednak jeśli nie widziały one dawno żadnych środków czyszczących, może to nam zająć więcej czasu. Czasem zdarza się, że brud tak wżarł się w powierzchnię lakieru na feldze, że usunięcie go stanowi prawdziwe wyzwanie.


Preparaty do mycia felg

Na rynku dostępny jest cały arsenał środków do mycia felg, wybór jest naprawdę szeroki, ale jest się w tym wszystkim odnaleźć? Prawda jest taka, że felgi możemy umyć na wiele różnych sposobów, przy użyciu różnej chemii, dlatego warto poznać jaki mamy w tej kwestii wybór.

Do najbardziej popularnych preparatów zaliczamy produkty typu krwawa felga, czyli deironizery. Barwią się one w trakcie działania na czerwono/fioletowo i charakterystycznie śmierdzą. Są to najczęściej (choć nie zawsze) preparaty o neutralnym PH, które rozpuszczają zabrudzenia pochodzenia metalicznego (m.in. pył z klocków hamulcowych). Używamy ich też przy dekontaminacji lakieru. Niektóre preparaty typu krwawa felga poza składnikiem rozpuszczającym cząstki metaliczne, zawierają także dodatkowe składniki myjące rozpuszczające zwykły brud. Stosujemy je na felgę po opłukaniu jej z luźnego brudu, aby mogły zadziałać na te najtrudniejsze zabrudzenia, a nie zwykły kurz i pył. Praktycznie każda marka detailingowa posiada swój deironizer.

Drugim popularnym środkiem do mycia felg są kwasy. Produkt o kwaśnym PH są z reguły zdecydowanie tańsze niż deironizery, często występują w koncentratach. Radzą sobie dobrze z wżartym brudem, często możemy za ich pomocą umyć felgi nawet bezdotykowo. Nie nadają się jednak na felgi zabezpieczone powłoką bądź sealantem, ponieważ usuną go albo mocno naruszą.

Trzecią, już trochę mniej popularną opcją, są produkty zasadowe. Nie ma ich aż tak wiele na rynku, ja znam raptem kilka, np. Tenzi En-Jee. Zaliczę do nich również zasadową pianę aktywna, którą również można domyć koła, a także mocniejsze stężenie APC. Są bezpieczniejsze niż produkty kwasowe, nie drażnią tak dróg oddechowych w trakcie stosowania, ale według mnie, nie radzą sobie tak dobrze z wżartym brudem. Jednak jeśli nie mamy mocno zaniedbanych felg powinny sobie poradzić.

Czwartym, często pomijanym produktem, jest szampon samochodowy o neutralnym PH. Regularnie pielęgnowane felgi spokojnie nim domyjemy i wystarczy, że raz na jakiś czas użyjemy mocniejszego preparatu, aby domyć trudniejszy brud. Szampon jest także niezastąpiony przy myciu kół zabezpieczonych powłoką bądź sealantem.



Podstawowe zasady i niezbędne akcesoria

Za każdym razem przed zastosowaniem preparatów na felgi warto zrobić pre wash, czyli bezdotykowe mycie wstępne. Dzięki temu preparaty do mycia felg będą mogły zadziałać na ten właściwy brud, a także nie będziemy niepotrzebnie brudzić akcesoriów i nie porysujemy tak łatwo felg. Im więcej brudu usuniemy bezdotykowo, tym lepiej dla naszych kół. Na większości standardowych felg nie widać drobnych zarysowań, jeśli jednak mamy felgi np. w czarnym połysku możemy szybko je zmatowić nieodpowiednim myciem i już nie będą się tak dobrze prezentować. Przy prostszych wzorach felg możliwe jest umycie felg całkowicie bezdotykowo. Oczywiście co któreś mycie warto zaingerować pędzelkiem, jeśli jednak myjemy je regularnie nie będzie zawsze takiej potrzeby.

Należy również pamiętać, że zawsze stosujemy chemię na chłodną powierzchnię. Jeśli felga jest gorąca, możemy ją schłodzić strumieniem wody.

Oprócz chemii to mycia kół przyda nam się myjka ciśnieniowa, ponieważ w inny sposób ciężko wypłukać chemię z zakamarków felg. Będziemy potrzebować pędzelków lub szczotki do felg. Jednak większość szczotek na rynku ma dość twarde włosie i nie są zbyt delikatne. Przyda nam się także osobna gąbka/rękawica, której będziemy używać tylko do kół. A także szczoteczka do czyszczenia opon, najlepiej taka z dosyć twardym włosiem.



Mycie felg niezabezpieczonych

W przypadku felg niezabezpieczonych możemy sobie pozwolić na zastosowanie mocniejszej chemii, która mimo swojej siły działania będzie bezpieczna dla lakieru na feldze i opon. Do takich felg także bardziej przylega brud, dlatego będziemy musieli poświecić trochę więcej czasu, aby je domyć.

Pierwszy etap, pre wash, spokojnie możemy wykonać zasadową pianą aktywną (np. Tenzi Car Max). Jeśli nie mamy możemy użyć na przykład mocniejszego stężenia APC. Nanosimy na chłodne koła, czekamy chwilę (uważając, aby preparat nie zasnął nam na powierzchni) i spłukujemy wodą pod ciśnieniem. Jeśli myjemy felgi regularnie może się okazać, że po dokładnym spłukaniu felgi będą już czyste.

Następnie nanosimy preparat do felg (kwasowy/zasadowy/deironizer) i wypracowujemy go pędzelkiem. Możemy na chwilę zostawić produkt, aby popracował na powierzchni, w zależności od czasu zalecanego przez producenta. Spłukujemy dokładnie i jeśli felga dalej jest brudna to powtarzamy ten proces.

Jeśli zależy nam na idealnie czystych felgach i widzimy na nich czarne kropeczki smoły, możemy dokładnie je osuszyć i nałożyć preparat typu tar and glue remover. Po zalecanym przez producenta czasie spłukujemy dokładnie.


Mycie felg zabezpieczonych

W przypadku felg zabezpieczonych mycie ich jest zdecydowanie prostsze. Te same zasady mycia będą również obowiązywać przy myciu felg z polerowanego aluminium (np. felgi z polerowanym rantem), felg chromowanych czy anodowanych.

Robimy pre wash pianą neutralną (najlepiej nanieść ją w tym samym czasie, kiedy robimy mycie wstępne karoserii), spłukujemy dokładnie z luźnego brudu. Następnie za pomocą osobnej gąbki/rękawicy lub pędzelka myjemy je szamponem, dokładnie tym samym co resztę samochodu. Spłukujemy i felgi powinny być już czyste.

Raz na jakiś czas warto po myciu szamponem potraktować je dodatkowo deironizerem, aby zebrać ten brud, który bardziej trzyma się powierzchni. Nie jest to jednak konieczne przy każdym myciu. Chyba, że ktoś wyjątkowo rzadko myje samochód.

W przypadku felg zabezpieczonych często wystarcza dokładne opłukanie ich wodą pod ciśnieniem i już są czyste.



Zabezpieczenie felg

Jak widzicie mycie felg zabezpieczonych jest zdecydowanie szybsze. I potrzebujemy o wiele mniejszego arsenału chemii to tego. Doczyszczanie felg przy każdym myciu potrafi być mocno irytujące i zajmuje trochę czasu. Zwłaszcza przy bardziej skomplikowanych wzorach felg.

Nie wyobrażam sobie przy każdym myciu dokładnie pędzęlkować moich felg. Dlatego raz na miesiąc/dwa dokładnie je doczyszczam i nakładam seleant, i potem przy bieżących myciach tylko spłukuję wodą. Czasem jak mam więcej czasu to przemyje je szamponem. Jak do tego nałożę dobry dressing na oponę, który wytrzyma dłużej, to koła praktycznie w ogóle mnie nie zajmują przy bieżącym myciu, bo tylko spłukuje je wodą pod ciśnieniem.

Na felgi możemy nałożyć powłokę, jednak nie każdy ma do tego warunki, dlatego z pomocą przychodzą sealanty dedykowane do felg. Na przykład mój ulubiony Funky Witch Talisman, albo Poorboy's World Wheel Sealant. Jeśli nie chcemy kupować osobnego preparatu do felg możemy na nie nałożyć wosk syntetyczny, choć może on nie poleżeć tak długo jak dedykowany preparat ze względu na temperaturę. Wyjątkiem tu będzie Finish Kare Hi-Temp, który jest woskiem odpornym na wysokie temperatury.



Mycie i zabezpieczenie opon

Przy gruntowym myciu kół nie sposób pominąć czyszczenia opon. Nawet najładniejsze felgi nie będą się dobrze prezentować jeśli opona będzie brudna i szara.

Aby dobrze domyć oponę nie wystarczy tylko spłukać ją wodą z błota. Musimy ją porządnie wyszorować szczoteczką z twardym włosiem. Do mycia opon używamy dedykowanego środka – tyre and rubber cleaner. Wyciągnie on zanieczyszczenia z opony, dokładnie ją oczyści i przygotuje na aplikacje dressingu. Jeśli nie mamy takiego produktu możemy użyć mocniejszego stężenia APC.

Preparat możemy nanieść od razu na suchą oponę, chyba, że jest ubłocona, wtedy spłukujemy luźny brud myjką. Przy felgach polerowanych radzę uważać, ponieważ tego typu preparaty są zasadowe i jeśli ścieknie nam coś na felgę może pozostawić zaciek. W takiej sytuacji warto nanosić preparat bezpośrednio na szczoteczkę. Szorujemy dokładnie każdą oponę i spłukujemy wodą pod ciśnieniem, a następnie powtarzamy proces. Chcąc być pewnym, że opona została dobrze wyczyszczona czyścimy ją przynajmniej dwukrotnie. Chyba, że przy drugim czyszczeniu dalej wychodzi sporo brudu, wtedy czyścimy do skutku.

Jeśli mamy już opony i felgi wyczyszczone, zostawiamy je do wyschnięcia i nakładamy dressing do opon. Można sobie trochę pomóc sprężonym powietrzem, żeby zrzucić nadmiar wody. Jeśli chcemy, aby dressing nam długo poleżał, zawsze nakładamy go na suchą oponę. Unikniemy wtedy także spłynięcia dressingu czy nierównego rozprowadzenia. Choć jest kilka produktów, które możemy aplikować na mokrą oponę jeśli nam się śpieszy (zapraszam do porównania dressingów z ADBLa i Shiny Garage - Black Water kontra Coco Tyre Booster), ale nie są one tak trwałe.


Podsumowanie

Przedstawiłam Wam cały proces mycia kół i kilka różnych sposobów jak można to zrobić. Tak w skrócie moja sprawdzona metoda w przypadku felg niezabezpieczonych - pre wash preparatem zasadowym (najczęściej po prostu piana aktywna), a potem kwas do felg albo deironizer, który już wypracowuję pędzelkiem. W przypadku felg zabezpieczonych powłoką bądź sealantem – pre wash pianą neutralną, a następnie mycie szamponem bądź deironizerem, z zależności od rodzaju zabrudzeń. Zawsze w międzyczasie jak czekam aż chemia na felgach zadziała, szczotkuję również opony.

Jakie są Wasze metody na mycie kół? Jakich preparatów używacie? Zabezpieczacie felgi i opony, aby nie musieć ich tak często myć?

Dostępność różnego rodzaju powłok na rynku jest na tyle duża, że coraz więcej osób myśli o samodzielniej aplikacji powłoki na swój samochód. Niedawno pisałam artykuł na temat aplikacji powłoki Cquartz z CarPro, możecie go przeczytać tutaj - Car Pro CQuartz UK Edition 3.0. Jednak nie jest to takie proste i nie posiadając żadnego doświadczenia w detailingu lepiej pomyśleć o innych preparatach do zabezpieczenia lakieru. Jeśli jednak kogoś interesuje jak wygląda cały proces albo czuje się na siłach, aby podjąć się go samodzielnie, zapraszam do lektury.


Sama aplikacja powłoki nie jest bardzo czasochłonna, chyba że występują nieprzewidziane problemy w trakcie, ale jeśli wszystko idzie dobrze jest to kwestia godzinki albo dwóch. To odpowiednie przygotowanie powierzchni i doprowadzenie lakieru do jak najlepszego stanu zajmuje 95% czasu w całym procesie. Wymaga to wiedzy, doświadczenia i cierpliwości.

Zaczynamy od bardzo dokładnego mycia detailingowego. Musimy wyczyścić wszystkie zakamarki, wnęki, koła, detale, a także umyć samochód na dwa wiadra, najlepiej szamponem odtłuszczającym, aby zmyć z niego pozostałości wosków. Następnie przeprowadzamy dekontaminację lakieru wraz z glinkowaniem, usuwamy wszystkie osady stałe z lakieru, takie jak smoła, cząstki metaliczne, żywica, owady, soki z drzew itp. Może nie brzmi to skomplikowanie, ale cały ten proces potrafi zająć nawet kilka godzin. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat mycia detailingowego i dekontaminacji zapraszam do moich dwóch poprzednich artykułów - Mycie detailingowe, Dekontaminacja lakieru.

Następnie suszymy dokładnie cały samochód, wydmuchując przy tym wodę ze wszystkich szczelin i zakamarków. Również zajmuje to chwilę, z takich miejsc jak lusterka albo grill zderzaka woda nieustannie wypływa. Jeśli nie osuszymy dobrze samochodu może to powodować odklejanie się taśmy, co na pewno będzie irytować i przeszkadzać w dalszej pracy. 


Jak już jesteśmy przy taśmie to przejdźmy do kolejnego etapu – oklejanie taśmą elementów narażonych na uszkodzenie w trakcie polerowania – zaliczają się do nich gumowe uszczelki, nielakierowane plastiki, elementy wystające, o które moglibyśmy zahaczyć talerzem w trakcie polerowania. Jeden samochód ma więcej takich elementów, inny mniej, jednak jest to niezbędny etap pracy.

Proces który następuje później jest najbardziej czasochłonnym z etapów – czyli polerowanie. Przed nałożeniem powłoki powinniśmy doprowadzić lakier do możliwe jak najlepszego stanu, ponieważ wszystkie mankamenty lakieru zostaną jeszcze bardziej uwidocznione po nałożeniu powłoki. Warto przed zabraniem się do pracy sprawdzić grubość lakieru, aby orientacyjnie wiedzieć na ile można sobie pozwolić przy korekcie lakieru. Jednak miernik nie jest wyrocznią, bo na każdym samochodzie może być inna grubość lakieru, a także nigdy nie wiemy ile mikronów z odczytu to faktycznie klar na którym pracujemy.

Na początku korekty lakieru staramy się dobrać najlepszą kombinację past i padów polerskich, aby dalsza praca upływała jak najsprawniej. Jednak sprawdzi się to z reguły tylko w przypadku, kiedy samochód jest cały w oryginalnym lakierze. Jeśli był lakierowany (a czasami kilkukrotnie przez różnych fachowców), na każdym panelu może się pracować inaczej. W zależności od stanu i rodzaju lakieru, korekta może zająć od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. Jedynie w przypadku nowych samochodów proces ten przebiega szybciej, chociaż nie zawsze, bo wystarczy raz umyć samochód na złej myjni, aby narobić totalnego bałaganu na lakierze.

Następnie z reguły ponownie myjemy samochód z pozostałości pasty i pyłu na lakierze. Proces ten można pominąć używając odpowiednich past i mając wypracowaną dobrą technikę pracy, jednak w zdecydowanej większości przypadków myje się samochód ponownie po korekcie lakieru. Musimy wtedy dokładnie wypędzelkować wszystkie zakamarki i szczeliny, aby pozbyć się pyły i pozostałości pasty. I znów następuje bardzo dokładne suszenie, aby pozbyć się wody z zakamarków.

Mając już umyty samochód przystępujemy do dokładnej inspekcji lakieru, aby sprawdzić czy wszystko jest ok. Następnie dokładnie odtłuszczamy powierzchnie dwukrotnie, a następnie znów dokładnie sprawdzamy czy nie zostały gdzieś resztki pasty, smugi po odtłuszczaniu albo niechciane rysy. Teraz dopiero, po odczekaniu aż odtłuszczacz odparuje z powierzchni możemy brać się za aplikację powłoki. 


Podczas aplikacji musimy dokładnie sprawdzać każdy panel, czy na pewno powłoka jest dobrze dotarta, czy nie zostały jakieś smugi i plamy. Nie jest to łatwe, potrzebne jest do tego odpowiednie oświetlenie, bo różne defekty widać w różnym świetle, a także pod różnym kątem, dlatego przydaje się do tego trochę doświadczenia. W przypadku niektórych powłok zalecane jest wygrzewanie ich promiennikiem.

Cały proces potrafi zająć od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. Po 24h od aplikacji możemy wyjechać z garażu i cieszyć się efektami naszej pracy.

Lubicie kłaść powłoki? Czy należycie do maniaków wosków?
Dzisiaj będzie krótko i na temat. Znalazłam króla wśród quick detailerów. Produkt, którym nie sposób się nie zachwycać jak już się go raz użyje. Od dłuższego czasu był na mojej liście do przetestowania, jednak ciągle to odwlekałam w czasie. Wreszcie jednak udało mi się go przetestować i żałuję, że dopiero teraz. O QD z Prostaffa słyszałam już niejednokrotnie, zawsze w samych superlatywach. Bardzo wiele osób twierdziło, że to najlepszy produkt tego typu na rynku. O czym mogłam się w końcu przekonać.


Prawda jest taka, że już od pierwszego przetarcia fragmentu maski tym QD byłam bardzo mocno zdziwiona. Dawno żaden produkt nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Od razu widać jak lakier nabiera głębi, jest wyraźnie przyciemniony. Niesamowity połysk i gładkość na wysokim poziomie. Naprawdę ten QD lookiem przebija wiele wosków i robi efekt wow. A to wszystko w zaledwie kilka chwil, ponieważ jego aplikacja jest naprawdę bezproblemowa.

Kolejnym dużym zaskoczeniem jest hydrofobowość, która jest na rewelacyjnym poziomie. Piękne kropelkowanie i zrzut wody. Wiele powłok może się pochwalić podobnymi właściwościami. CC Gold Water ma z nimi trochę wspólnego, ponieważ oparty jest na krzemie, który jest składnikiem powłok.


CC Gold Water prawie nie ma zapachu, jest bardzo neutralny, co dla niektórych może być zaletą. Ja co prawda bardzo lubię jak kosmetyki ładnie pachną, jednak w przypadku tego produktu jestem w stanie mu to wybaczyć, bo look i hydrofobowość rekompensują to wielokrotnie. Nie jest to najtańszy produkt (ok. 65zł za 200ml), jednak zdecydowanie wart swojej ceny. Znalazł się na liście moich ulubionych kosmetyków :) Jeśli jeszcze go nie używaliście, sprawdźcie koniecznie. 



A może używaliście już go i zgadzacie się ze mną? Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że komuś może się nie spodobać, ale może jednak?
Po raz trzeci odwiedziliśmy Stadion im. Kazimierza Górskiego w Płocku, aby obejrzeć zawody Drift Masters. To jeden z najlepszych torów do oglądania zawodów, ponieważ dokładnie widać całą trasę przejazdu. Zabrakło już tej ekscytacji, którą czuliśmy jak pierwszy raz tam przyjechaliśmy, ale dobrze było wrócić w to znane miejsce. Zwłaszcza, że przywitały nas pokazowe przejazdy Piotra Więcka.


(Z Płocka pisałam już dwie relacje które możecie przeczytać tutaj - Płock 2016 i Płock 2017. Nie wiem dlaczego nie pojawiła się nigdy relacja z Torunia, ale obiecuję, że nadrobię to w tym roku!)

Liga Drift Masters bardzo się zmieniła w tym roku, z Drift Masters Grand Prix zmieniła nazwę na Drift Masters European Championship i jest już ligą europejską z prawdziwego zdarzenia. Pojawiło się o wiele więcej obcokrajowców na liście startowej, a poszczególne rundy rozsiane są po całej Europie - Polska, Łotwa, Niemcy, Węgry i Irlandia, w tym dwie rundy w Polsce na najbardziej widowiskowych torach. Niezmiernie się cieszę, że ze wszystkich miejsc pozostawili właśnie Płock i Toruń, bo na te rundy jeździmy co roku.



Zmieniły się także zasady oceniania, wcześniej sędziowie przyzwalali punkt za przejazdy, a teraz, wzorem Formuły Drift, głosują po prostu który zawodnik ma przejść dalej. Wyeliminowane zostały w znacznym stopniu błędy zerowe (odprostowanie, kontakt z bandą lub innym zawodnikiem). Oceniana jest przede wszystkim linia przejazdu zawodnika, zarówno w roli uciekającego, jak i goniącego. Jakoś nie mogę się przestawić na ten sposób oceniania, przyzwyczaiłam się już do punktów za przejazd.



Runda jak zwykle była na wysokim poziomie już od samego TOP32. Tutaj też zaszła pewna zmiana, bo w poprzednich latach zawody zaczynały się od TOP16. Dużo nowych nazwisk, których znowu będę musiała się uczyć, aby zapamiętać ;) Jednak jedno już zdążyło mi zapaść w pamięć – Conor Shanahan, zwycięzca pierwszej rundy, który w fenomenalnym stylu pokonał mistrza Formuły Drift Jamesa Deana. I to w dzień swoich piętnastych urodzin. Cały stadion śpiewał mu sto lat. Niesamowita chwila, niesamowite emocje.

Tak jak już pisałam na Instagramie (kto nie obserwuje, zachęcam :)), najbardziej emocjonujące były dla mnie przejazdy Grzegorza Hypkiego z Dawidem Karkosikem. Hypki jest w rewelacyjnej formie, dawno nie widziałam takich przejazdów w jego wykonaniu, bardzo mu kibicowałam, niestety nie udało się przejść dalej. A także przejazdy Pawła Trelii z Jamesem Deanem, podczas których sędziowie dwukrotnie zagłosowali za powtórką, jednak w regulaminie dopuszczalna jest tylko jedna powtórka, dlatego dalej przeszedł Dean, ponieważ był wyżej w kwalifikacjach. Jednak sędziowie mieli bardzo trudny wybór, pierwszy raz tak długo czekaliśmy na werdykt, nie patrzyłam na zegarek, ale naprawdę sporo to trwało. 


Jeśli nie oglądaliście, zachęcam Was, aby obejrzeć livestream, który znajdziecie na YouTubie na kanale Drift Masters. Może zachęci Was to do pojechania na zawody w Toruniu, które odbędą się w sierpniu. Jest wśród Was ktoś, kto również śledzi ligę Drift Masters? :)