Ostatnie posty

Po raz trzeci odwiedziliśmy Stadion im. Kazimierza Górskiego w Płocku, aby obejrzeć zawody Drift Masters. To jeden z najlepszych torów do oglądania zawodów, ponieważ dokładnie widać całą trasę przejazdu. Zabrakło już tej ekscytacji, którą czuliśmy jak pierwszy raz tam przyjechaliśmy, ale dobrze było wrócić w to znane miejsce. Zwłaszcza, że przywitały nas pokazowe przejazdy Piotra Więcka.


(Z Płocka pisałam już dwie relacje które możecie przeczytać tutaj - Płock 2016 i Płock 2017. Nie wiem dlaczego nie pojawiła się nigdy relacja z Torunia, ale obiecuję, że nadrobię to w tym roku!)

Liga Drift Masters bardzo się zmieniła w tym roku, z Drift Masters Grand Prix zmieniła nazwę na Drift Masters European Championship i jest już ligą europejską z prawdziwego zdarzenia. Pojawiło się o wiele więcej obcokrajowców na liście startowej, a poszczególne rundy rozsiane są po całej Europie - Polska, Łotwa, Niemcy, Węgry i Irlandia, w tym dwie rundy w Polsce na najbardziej widowiskowych torach. Niezmiernie się cieszę, że ze wszystkich miejsc pozostawili właśnie Płock i Toruń, bo na te rundy jeździmy co roku.



Zmieniły się także zasady oceniania, wcześniej sędziowie przyzwalali punkt za przejazdy, a teraz, wzorem Formuły Drift, głosują po prostu który zawodnik ma przejść dalej. Wyeliminowane zostały w znacznym stopniu błędy zerowe (odprostowanie, kontakt z bandą lub innym zawodnikiem). Oceniana jest przede wszystkim linia przejazdu zawodnika, zarówno w roli uciekającego, jak i goniącego. Jakoś nie mogę się przestawić na ten sposób oceniania, przyzwyczaiłam się już do punktów za przejazd.



Runda jak zwykle była na wysokim poziomie już od samego TOP32. Tutaj też zaszła pewna zmiana, bo w poprzednich latach zawody zaczynały się od TOP16. Dużo nowych nazwisk, których znowu będę musiała się uczyć, aby zapamiętać ;) Jednak jedno już zdążyło mi zapaść w pamięć – Conor Shanahan, zwycięzca pierwszej rundy, który w fenomenalnym stylu pokonał mistrza Formuły Drift Jamesa Deana. I to w dzień swoich piętnastych urodzin. Cały stadion śpiewał mu sto lat. Niesamowita chwila, niesamowite emocje.

Tak jak już pisałam na Instagramie (kto nie obserwuje, zachęcam :)), najbardziej emocjonujące były dla mnie przejazdy Grzegorza Hypkiego z Dawidem Karkosikem. Hypki jest w rewelacyjnej formie, dawno nie widziałam takich przejazdów w jego wykonaniu, bardzo mu kibicowałam, niestety nie udało się przejść dalej. A także przejazdy Pawła Trelii z Jamesem Deanem, podczas których sędziowie dwukrotnie zagłosowali za powtórką, jednak w regulaminie dopuszczalna jest tylko jedna powtórka, dlatego dalej przeszedł Dean, ponieważ był wyżej w kwalifikacjach. Jednak sędziowie mieli bardzo trudny wybór, pierwszy raz tak długo czekaliśmy na werdykt, nie patrzyłam na zegarek, ale naprawdę sporo to trwało. 


Jeśli nie oglądaliście, zachęcam Was, aby obejrzeć livestream, który znajdziecie na YouTubie na kanale Drift Masters. Może zachęci Was to do pojechania na zawody w Toruniu, które odbędą się w sierpniu. Jest wśród Was ktoś, kto również śledzi ligę Drift Masters? :)
Jakie rodzaje produktów najbardziej lubicie testować? Ja jedne rodzaje produktów lubię bardziej niż inne. Nie mam na przykład pomysłu na sensowny test płynu do szyb albo szamponu. Za to bardzo lubię sprawdzać jak działają quick detailery, dressingi, a także cleanery do skór. Cleanerów mam już chyba z sześć w swojej kolekcji i z każdego jestem zadowolona.

Ostatnio trafił do mnie na testy kolejny produkt tego typu, Angelwax Heaven for Leather. Jest to cleaner z odżywką, dlatego można dla niego znaleźć dwa zastosowania. Jako typowy cleaner do gruntownego wyczyszczenia tapicerki, a także jako quick detailer do szybkiego odświeżenia. 


Długo czekałam aż trafi się odpowiednio ubrudzona jasna skóra, aby móc sprawdzić siłę czyszczącą tego produktu. Używałam go już wcześniej, jednak za każdym razem na ciemnej tapicerce, po której ciężko stwierdzić w jakim stopniu dany produkt czyści, ale już wtedy mi się spodobał.

Szczerze mówiąc nie spodziewałam się efektu wow, mając na uwadze, że jest to cleaner z odżywką. Chociaż już kiedyś mile się zaskoczyłam produktem tego typu – FX Protect Leather Cleaner, który również jest produktem dwa w jednym i rewelacyjnie czyści (jeśli chcecie, zapraszam Was do testu porównawczego – Fx Protect kontra Colourlock Strong).

Heaven for Leather jest w butelce z triggerem, przez co osobom przyzwyczajonym do produktów w pianowniczce może na początku niewygodnie się go używać. Jednak można się przyzwyczaić. Przy 2-3 psiknięciach i wypracowaniu szczoteczką widać jak produkt rozpuszcza brud, ale się nie pieni. Jeśli chcemy, aby zaczął się pienić musimy użyć trochę większej ilości.



Produkt jest bardzo wydajny. Do takiego szybkiego odświeżenia dwóch foteli i kanapy zużyłam naprawdę minimalną ilość (może coś w granicach 50ml), przy dosyć oszczędnym stosowaniu. Jednak nie mówimy tutaj o gruntowym czyszczeniu ze wszystkimi detalami tak długo aż tapicerka będzie idealnie czysta, ale o szybkim, jednokrotnym rozprowadzeniu produktu po każdym elemencie i wytarciu mikrofibrą.

Zabrudzenia na fotelu testowym oceniam jako średnie. Widać, że skóra wymaga gruntownej wyczyszczenia, ale nie jest jakoś bardzo zaszczurzona. I jak widać na załączonych zdjęciach produkt poradził sobie bardzo dobrze i nie trzeba było go jakoś bardzo długo wypracowywać.

Nie robiłam bezpośredniego porównania, ale mogę Wam powiedzieć, że do pozostałej części fotela wzięłam Softa z Colourlocka do czyszczenia i nie dało się nim zniwelować odcięcia na fotelu po taśmie. Dopiero Angelwaxem udało mi się wyczyścić to tak, aby nie było śladu.


Myślę, że Heaven for Leather sprawdzi się w większości przypadków do bieżącej pielęgnacji tapicerki skórzanej, a jak widzicie radzi sobie również z bardziej zabrudzoną skórą. Należy jednak pamiętać, żeby zabezpieczyć tapicerkę po czyszczeniu dodatkowo, pomimo że jest to produkt z odżywką. Sama odżywka w cleanerze nie ma takich właściwości ochronnych jak produkt dedykowany do zabezpieczenia.

Heaven for Leather znakomicie się sprawdzi również jako quick detailer do skór, jeśli chcemy szybko trochę odświeżyć tapicerkę. I nie powiedziałam Wam najważniejszego – produkt ten obłędnie pachnie skórą. Bardzo umila to pracę i najchętniej używałabym go codziennie :)

Mieliście okazję używać tego produktu? Spodobał się Wam tak jak mi? To zdecydowanie na obecną chwilę mój ulubiony cleaner do skór, chociaż nie używam go najczęściej. Zarezerwowany jest na specjalne okazje :D
Tydzień temu kolejna marka zawitała do MrCleanera, aby opowiedzieć o swoich produktach i pokazać je w akcji. Tym razem był to Ultracoat, marka która wypuściła ostatnio jeden z najlepszych filmów promocyjnych jakie widziałam, zresztą zobaczcie sami:


Ultracoat ma w swojej ofercie około dziesięciu podstawowych produktów detailingowych oraz powłoki. Mogliśmy je przetestować podczas mycia i dekontaminacji samochodu, każdy mógł sprawdzić jak pracuje się z danym produktem. Na sam koniec zaaplikowaliśmy również powłokę na lakier oraz felgi. Kilka preparatów zwróciło moją uwagę. 



Spodobał mi się Szampoo+, który jest szamponem odtłuszczającym, z związku z tym najlepiej sprawdzi się przed woskiem lub powłoką, po korekcie lakieru, a także do serwisu powłok ceramicznych. Pachnie bardzo przyjemnie cytrusami i dobrze się pieni.

Wart uwagi wydaje mi się także Tar & Glue Remover ze względu na możliwość stosowania go także na nielakierowanych plastikach. Niewiele preparatów tego typu jest bezpiecznych na takich powierzchniach. Iron także zapowiada się obiecująco, wyjątkowo mało śmierdzi jak na deironizer.
W ofercie jest również szybko odparowujący preparat do odtłuszczania powierzchni przed powłoką Wipe It, a także środki takie jak APC i Glass Cleaner.



Jednak znów, podobnie jak w przypadku Tevo (z którego relację możecie przeczytać tutaj: Tevo w MRC), najbardziej zainteresowały mnie powłoki. Od dłuższego czasu byłam ciekawa powłok Ultracoata i chciałam je przetestować. Mieliśmy okazję położyć dostępną dla każdego powłokę One. Jest dosyć prosta w aplikacji i co ciekawe jako jedna w nielicznych powłok dostępnych bez akredytacji jest powłoką twardą, a nie elastyczną.

Jednak przez to, że jest powłoką twardą, jej powierzchnia nie jest bardzo śliska. Dlatego warto jako drugą warstwę zastosować Hydro HD, który zwiększy śliskość i hydrofobowość lakieru. Nie mieliśmy jednak okazji go zaaplikować, ponieważ można go położyć dopiero kilka godzin po aplikacji One. 



Z tego samego powodu niestety nie mieliśmy okazji przekonać się jaki jest efekt wizualny (który powłoka uzyskuje dopiero po czasie utwardzenia) oraz hydrofobowość położonej powłok. Jednak mam nadzieję, że będzie kiedyś okazja położyć te powłoki na swój samochód i sprawdzić ich właściwości.

Zabezpieczyliśmy również felgi powłoką Metal Guard, która również nie jest szczególnie trudna w aplikacji. Na niektórych rodzajach felg nie wymaga nawet docierania. Jest odporna bardziej na kwasy niż na zasady, co warto wziąć pod uwagę przy bieżącej pielęgnacji.



Używaliście produktów Ultracoat? Co o nich myślicie, macie swoje ulubione?
Zapraszam Was do pierwszego na blogu testu powłoki ceramicznej.

Powłoki kwarcowe i ceramiczne stają się coraz bardziej popularne. Coraz więcej amatorów detailingu chciałoby samodzielnie spróbować aplikacji powłoki. Sama aplikacja wielu powłok nie jest szczególnie trudna i czasochłonna, jednak wymaga wielu godzin, aby odpowiednio przygotować powierzchnię lakieru i bez odpowiedniej wiedzy nie powinniśmy się za to zabierać.

Dostęp do produktów jest w tej chwili bardzo dobry, wiele powłok dostaniemy bez problemu w sklepie, bez potrzeby przechodzenia akredytacji czy szkolenia. W przedziale 150-300zł za buteleczkę mamy już całkiem spory wybór, choć są też powłoki droższe. 


CQuartz UK Edition 3.0 jest jedną z tańszych powłok, 30ml kosztuje ok. 200zł w zestawie z aplikatorem i ściereczkami. Jest o już kolejna edycja ten powłoki, ponoć została w niej poprawiona aplikacja i stopień przyciemnienia lakieru, jednak nie miałam okazji używać poprzednich wersji, więc niestety nie porównam ich.

Powłoka może być aplikowana w temperaturze od 5 do 30 stopni Celsjusza, więc w prawie każdych warunkach jakie występują w naszym pięknym kraju. Producent deklaruje trwałość od 18 do 24 miesięcy. Odporność chemiczna tego produkty to od 3 do 14 PH, więc tak naprawdę jest odporna na większość produktów dostępnych na rynku. Po aplikacji powłoka przez minimum 24 godziny powinna stać w garażu i nie być narażona na kontakt z wodą.


Produkt ma płynną konsystencję i występuje w butelce ze skraplaczem. Aplikujemy go krzyżowo, dokładnie na całym elemencie. Producent zaleca docieranie powłoki po maksymalnie dwóch minutach, jednak ja zaczekałam trochę dłużej (3-5) i nie było najmniejszych problemów. Docieramy suchą mikrofibrą.

Produkt jest bardzo łatwy w aplikacji i docieraniu. Dzięki swojej płynnej konsystencji, aplikator sunie bez problemu po powierzchni lakieru. A dotarcie po tych kilku minutach jest bardzo proste, powłoka nie ciągnie się, nie marze. Wystarczy przetrzeć cały element i dobrze sprawdzić czy na pewno nigdzie nie została powłoka. Nie trzeba stosować kilku mikrofibr do danego elementu i spędzać nad nim kilku minut. To duży plus. 

Stopień przyciemnienia
Jeśli chodzi o efekt wizualny, nie jest to powłoka z efektem wow, jednak zobaczymy, że lakier jest widocznie przyciemniony, bardziej szklisty i nabiera głębi.

Hydrofobowość jest na całkiem dobrym poziomie. Całkiem ładnie kropelkuje, a także zrzuca wodę. I takie właściwości ma sama powłoka, bez zastosowania żadnego top coatu. Jeśli ktoś chciałby podbić ten efekt, można zastosować Gliss z Car Pro, który poprawia śliskość i hydrofobowość lakieru. Możemy go stosować jako top coat do powłoki, a także jako samodzielne zabezpieczenie. W celu bieżącej konserwacji powłoki możemy również stosować Car Pro Reload, który jest quick detailerem/sealantem odżywiającym powłokę, a także szampon Reset odtykający powłokę.

Niestety powłoka nie ma zauważalnych właściwości samooczyszczających, bo błotnik na którym jest CQuartz nie jest nawet minimalnie mniej brudny od drzwi, na którym przed zimną zaaplikowany był wosk syntetyczny. Mam nadzieję, że poprawia się to po zastosowaniu top coatu.



Nie miałam okazji aplikować zbyt wielu powłok (6, w tym większość akredytowanych), jednak mogę porównać Cquartz do powłoki z podobnej półki cenowej – FX Protect Glass Coating. Jeśli chodzi o efekt wizualny, są one na dosyć podobnym poziomie, jednak Glass Coating musimy położyć dwie warstwy, aby otrzymać zadowalający efekt. Docieranie obu jest równie łatwe, chociaż Fx Protect docieramy na mokro przy użyciu minimum dwóch fibr. Hydrofobowość jest zdecydowanie lepsza w przypadku Car Pro (mowa o samych powłokach nie wspieranych żadnym top coatem). Jak więc widać, lepiej w tym zestawieniu wypada produkt do Car Pro.


Ogólnie odbyło się bez zachwytów, ale jest to dobry produkt, w niskiej cenie. Otrzymujemy dobrą hydrofobowość bez potrzeby aplikowania dodatkowych preparatów, a także bardzo łatwą aplikację. Mamy także dostęp do całej gamy kosmetyków do pielęgnacji.

Myślicie o nałożeniu powłoki ceramicznej na swój samochód? Może używaliście akurat tego produktu? Jeśli tak to co o nim myślicie? :)
Wiecie co najbardziej mi się podoba w detailingu? Co jest moją ulubioną czynnością od czasów, kiedy dowiedziałam się co to detailing?

Nie woski, nie powłoki, nie korekty lakieru ani detailing wnętrza. Najprzyjemniejszą i najbardziej relaksującą czynnością jest dla mnie aplikacja quick detailera po myciu. W słoneczną pogodę, gdzieś w cieniu, zaraz przed popołudniową przejażdżką. Coś pięknego. Dlatego quick detailery koniecznie muszą dla mnie ładnie pachnieć, są wtedy jeszcze bardziej przyjemne w aplikacji.


Niestety coraz rzadziej mam czas na ten rytuał, o myciu swojego samochodu trzy razy w tygodniu już mogę tylko pomarzyć i najchętniej położyłabym na nie jakąś dobrą hydrofiliczną powłokę, aby jak najmniej się brudziło po deszczu. Jednak sentyment do aplikacji QD pozostał.

Prawda jest taka, że prawidłowo przeprowadzone woskowanie zajmuje sporo czasu. Z pewnością nie każdy z Was ma czas na spędzać długie godziny nad zabiegami pielęgnacyjnymi swojego samochodu. Proces woskowania, jeśli chcemy go przeprowadzić poprawnie, łącznie z detailingowym myciem, dekontaminacją, cleanerem trwa przynajmniej kilka godzin. (Jeśli jednak masz na to czas tutaj przeczytasz na temat Mycia detailingowego, Dekontaminacji i Woskowania) Nie oszukujmy się, czasem ciężko jest wygospodarować taką ilość czasu i nie każdy ma na to warunki. I tutaj z pomocą przychodzą woski na szybko, czyli quick waxy.

Są to produkty w formie płynnej, wyglądają tak samo jak quick detailery. Różnica między nimi jest taka, że teoretycznie QW poleży dłużej na lakierze i da nam lepszy look niż QD, ale nie zawsze jest to regułą.


Do produktów tego typu nie musimy mieć idealnie przygotowanej powierzchni jak w przypadku wosku twardego. Wystarczy umyć ręcznie samochód i osuszyć go ręcznikiem. Nie stosujemy takich preparatów po myjni bezdotykowej, ponieważ samochód bezdotykowo nigdy nie będzie dobrze umyty, zawsze pozostanie na nim brudny film. I możemy potem tym brudem porysować lakier.

Najwygodniejszą formą aplikacji jest zaaplikowanie preparatu na fibrę, rozprowadzenie po elemencie (np. 1/3 albo 1/2 maski – w zależności od wielkości), i dotarcie tego drugą suchą stroną mikrofibry. Warto obracać mikrofibrę, albo mieć dwie – jedną do rozprowadzania, drugą do wycierania. Trwa to wtedy o wiele szybciej, niż aplikowanie jedną stroną, ponieważ produkt nie rozmazuje nam się tak po lakierze. Jeśli nie zaaplikujemy zbyt dużo produktu, to trwa to naprawdę chwilę w przypadku większości produktów.

Możemy w ten sposób samodzielnie zabezpieczyć lakier, jeśli nie mamy czasu na normalne woskowanie. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby stosować QD i QW na położony wcześniej wosk, aby odświeżyć look i kropelkowanie albo po prostu dla samej frajdy z aplikacji.

Ja tak naprawdę wolę nawet QW i QD od normalnych wosków i najchętniej nakładałabym je po każdym myciu. Szukam teraz czegoś nowego na ten sezon, możecie mi coś polecić?
W drugim odcinku serii 50/50 chciałabym przestawić Wam trzy produkty z oferty Shiny Garage, które miałam okazję ostatnio testować. Kosmetyki tej firmy znam od dawna i korzystam z nich. Regularnie używam D-toxa, bardzo spodobał mi się Coco Tyre Booster, ostatnio polubiłam się z Pink APC i totalnie uwielbiam ich zapach Green Tea.


Zapraszam do lektury krótkich recenzji :)


Shiny Garage – Scan Inspection

Płyn Inspekcyjny z Shiny Garage zdecydowanie przypadł mi do gustu. Szukałam jakiejś alternatywy dla ADBL Wipe Out, który jest jest bardzo agresywny, a przez to niebezpieczny dla lakieru i nieprzyjemny w pracy. Dodatkowo bardzo szybko odparowuje, więc ciężko odtłuszcza się większe powierzchnie.

Scan Inspection jest zupełnym przeciwieństwem Wipe Outa. Ma przyjemny kwiatowy zapach, który nie męczy w trakcie pracy. Dosyć długo odparowuje, dzięki czemu możemy bez problemu odtłuszczać większe powierzchnie. Dość dobrze radzi sobie z wymywaniem pasty, a do tego ma bardzo przystępną cenę.

Przekonał mnie ten produkt i używam go regularnie.


Shiny Garage Jet Black

 
Dressingu do plastików zewnętrznych z Shiny Garage nie sposób nie polubić od pierwszego otwarcia. Pomarańczowy kolor, piękny zapach i konsystencja mleczka.

To produkt bardzo przyjazny w użyciu. Aplikuje się go bez problemu, nie powstają smugi, wyraźnie przyciemnia nawet wypłowiałe 20 letnie plastiki nadając im satynowe wykończenie. Nie jest tłusty jak niektóre produkty tego typu. Nadaje hydrofobowości zabezpieczonym plastikom.

Producent twierdzi, że efekt utrzymuje się aż do 2 miesięcy, ja jednak jestem zadowolona, że po trzech tygodniach dalej widać wyraźne przyciemnienie. Produkt na tyle mi się spodobał, że nie jest dla mnie problemem kłaść go częściej. Nie powstają plamy na jego powierzchni od deszczu, w trakcie użytkowania samochodu jednolicie blaknie, ale to jak każdy dressing.

Jak na razie z dressingów do plastików zewnętrznych, których używałam, to Jet Black najbardziej mi się spodobał, niestety wielu jeszcze nie miałam okazji testować.


Shiny Garage – Extra Dry

Extra Dy to produkt do bonetowania, czyli czyszczenia tapicerki materiałowej za pomocą mikrofibry. Możemy nim czyścić elementy przy których istnieje ryzyko rozklejenia, takich jak podsufitki i materiałowe boczki drzwi. Do czyszczenia tych elementów nie powinniśmy używać dużo wody, dlatego preparaty wymagające wypłukiwania odpadają.

Odkąd rozrobiłam pierwsze pół litra Extra Dry nie używam innego produktu do czyszczenia podsufitek. Używam stężenia 1:10. Bardzo dobrze radzi sobie z większością zabrudzeń eksploatacyjnych na jasnych podsufitkach i słupkach. Byłam zaskoczona jak kilka przetarć mikrofibry wystarczyło, aby usunąć z jasnych słupków poodbijane czarne palce po mechaniku.

Produkt super czyści, a do tego jest mega wydajny. Pół litra roztworu używam od około miesiąca, a stosuje go prawie codziennie. Zdecydowanie polecam.
Dosyć popularne są na naszym rynku marki pochodzące z Azji. Japoński Soft99 oraz Prostaff koreański Gyeon, a ostatnio coraz głośniej o Tevo. Jest to malezyjska firma, która na obecną chwilę ma w swojej ofercie kilkanaście produktów detailigowych. Trzon oferty stanowią powłoki, których jest aż sześć, ale znajdziemy tam również kilka produktów do pielęgnacji. W zeszłą sobotę MrCleanerze w Katowicach odbyło się szkolenie produktowe z tą marką. Spotkanie prowadził Marcin, który jest importerem produktów, a także właścicielem SNB Gdańsk, w którym pracują właśnie na produktach Tevo.



Jeśli chodzi o produkty pielęgnacyjne to znajdziemy w ofercie marki podstawowe rzeczy takie jak szampon i APC. Do zabezpieczenia powierzchni wewnątrz samochodu dostępne są dwa preparaty – do skór i materiału. A także produkty do oczyszczania szyb i metalu.
Wyróżniającym się w ofercie firmy preparatem jest Unilize, czyli antybakteryjny spray do wnętrz. Rozpylamy go we wnętrzu samochodu i zabija bakterie oraz wirusy, a dzięki aktywnym cząsteczkom efekt antybakteryjny może utrzymywać się do 14 dni. Ciężko będzie sprawdzić czy faktyczne działa, ale jest to jakaś alternatywa dla ozonowania.

Przejdźmy jednak do produktów, które mnie szczególnie zainteresowały, czyli powłok. W ofercie Tevo znajdziemy, tak jak już wcześniej wspomniałam, sześć powłok – trzy do lakieru, jedną do tworzyw sztucznych, powłokę do szyb oraz do metalu.



Topową powłoką jest BodyGard S60, który jest dostępny tylko dla akredytowanych partnerów. To najtwardsza powłoka z oferty Tevo i wytrzymuje na lakierze do pięciu lat. Przez swoje właściwości tworzy ona dosyć tępą powierzchnię na lakierze (jak każda twarda powłoka).

Drugą, dostępną już dla każdego użytkownika jest BodyGardS36. Jest to powłoka oparta na bazie wody, o niskiej zawartości rozpuszczalników, przez co jest nietoksyczna (albo przynajmniej zdecydowanie mniej toksyczna niż klasyczne powłoki). Tworzy grubszą warstwę na lakierze niż S60, ale ma minimalnie mniejszą twardość, w zamian oferuje jednak większą śliskość lakieru. Wytrzymuje na lakierze do trzech lat.
Ostatnią powłoką jest UniGard S06, półroczna powłoka o największej śliskości lakieru.

Powłoki Tevo możemy dowolnie ze sobą mieszać i warstwować. S60 jest dosyć tępą powłoką przez swoją twardość, dlaczego warto położyć na wierzch coś bardziej śliskiego. Dostępna dla każdego S36 może spokojnie służyć jako samodzielna ochrona, ale dla zwiększenia śliskości warto położyć na wierzch jeszcze S06. Jednak aby uzyskać najlepszy efekt możemy położyć S60, na to S36 i dołożyć dodatkowo na samą górę S06. Albo dać dwie warstwy S60, a na to S36. Kombinacji jest wiele.




Na spotkaniu, po przedstawieniu produktów, mieliśmy okazję samodzielnie zaaplikować powłoki na lakier, w tym również topowe S60. Myślę, że to bardzo fajne posunięcie, bo każdy, kto był zainteresowany współpracą z Tevo mógł zobaczyć jak pracuje się z tymi produktami, jak wygląda aplikacja, ile czasu to zajmuje. To na pewno może pomóc w podjęciu decyzji czy zaczynać współpracę z tą marką.

Powłoki nie są trudne w aplikacji, nawet są stosunkowo łatwe. Jeśli zaczniemy docierać w odpowiednim momencie, powłoka sama znika pod fibrą. A jeśli trochę przedobrzymy z czasem, dalej mamy możliwość dotarcia powłoki, tylko będziemy musieli trochę więcej czasu i wysiłku w to włożyć. To zdecydowany plus, bo nie raz może zdarzyć się sytuacja, że zagapimy się i odczekamy za długo i nie będziemy musieli wtedy od razu ściągać tej powłoki i aplikować na nowo.



Na sam koniec Marcin zrobił również krótką prezentację produktów Kisho, które również zapowiadają się ciekawie, ale ponoć są zdecydowanie trudniejsze w aplikacji.

Gdy już dorobię się sensownego samochodu, na którym będę mogła testować powłoki, to myślę, że Tevo będzie firmą, którą się zainteresuje.

Znacie tą markę? Używaliście ich produktów?